Gwałtu! Rety! Ksiądz odmówił mszy za zmarłego!


W piątek 9 marca na forach internetowych rozpętała się burza, a łącza rozpaliły do czerwoności od jadu i złośliwości niektórych forumowiczów. Oto jak usłużnie doniosła gazeta codzienna „Fakt” w jednej z podkarpackich wsi miejscowy ks. Proboszcz odmówił odprawienia mszy św. pogrzebowej i wniesienia trumny zmarłego do kościoła. Newsa tego podały również główne portale internetowe w odpowiednio zmanipulowanej formie nie podając np. tego, że sam pogrzeb ksiądz  odprawił, był na cmentarzu, a jedynie odmówił mszy pogrzebowej. A to jest różnica!

Jakie są fakty? Otóż od córki zmarłego dowiadujemy się, że: Tata nie był aniołem, ale też nie był złym człowiekiem. Nigdy wiary w Boga się nie wyrzekł, ale ksiądz uznał, że nie chodził za często na msze i nie udzielał się przy budowie kościoła. Dlatego postanowił go ukarać po śmierci i odmówił wprowadzenia trumny do świątyni i odprawienia mszy pogrzebowej. Te wypowiedź autor artykułu kończy pytaniem: Czy to możliwe, by duchowny odmówił bliźniemu pomocy, do której udzielania zobowiązał się przed Bogiem?

W dalszej części artykułu autor przytacza odpowiedź ks. Proboszcza, jakiej ten udzielił rodzinie zmarłego: Nie wprowadzicie ciała do kościoła i mszy też nie będzie. Jako uzasadnienie swojej decyzji podał: zmarły pił alkohol, nie chodził do kościoła, nie był u spowiedzi i nie przyjął komunii. – Wypomniał też, że tata nie udzielał się przy budowie kościoła – opowiada córka zmarłego. Jednak ks. Proboszcz – jak przyznaje gazeta – był na cmentarzu, gdzie odprawił nad grobem stosowne obrzędy.

I tu wychodzi przysłowiowe szydło z worka, gdyż autor tego artykułu sam sobie przeczy. Najpierw stawia pytanie: czy to możliwe, by duchowny odmówił bliźniemu pomocy, do której udzielania zobowiązał się przed Bogiem? A później okazuje się, że pogrzeb się odbył, więc jakiej to pomocy ks. Proboszcz odmówił bliźniemu? Kapłan ten, jako odpowiedzialny za parafię i powierzonych mu wiernych zastosował się wiernie do obowiązujących przepisów kościelnych. Czy miał prawo odmówić odprawienia pogrzebu wraz z mszą św.? Miał prawo, gdyż zmarły najzwyczajniej w świecie na to sobie nie zasłużył!  Weźmy pod uwagę to, że sama córka zmarłego mówi o swoim ojcu, że nie był aniołem. A zazwyczaj w takich sytuacjach rodzina ma tendencję do „wybielania”, usprawiedliwiania zmarłego, bo o zmarłych przecież źle się nie mówi.

Przypatrzmy się, co na temat pogrzebu mówią przepisy kościelne. Kodeks Prawa Kanonicznego, obowiązujący każdego katolika, w Kan. 1176 § 1. Stwierdza: Wierni zmarli powinni otrzymać pogrzeb kościelny, zgodnie z przepisem prawa. § 2. Pogrzeb kościelny, w którym Kościół wyprasza duchową pomoc zmarłym, okazuje szacunek ich ciału i równocześnie żywym niesie pociechę nadziei, należy odprawiać z zachowaniem przepisów liturgicznych. I tak się stało!

Kodeks określa również komu można odmówić pogrzebu katolickiego i tak w Kan. 1184 § 1. Jeśli przed śmiercią nie dali żadnych oznak pokuty, pogrzebu kościelnego powinni być pozbawieni: inni jawni grzesznicy, którym nie można przyznać pogrzebu bez publicznego zgorszenia wiernych.

Z kolei Dekret o pogrzebie kościelnym Kongregacji Nauki Wiary wydany 20 września 1973 r. stwierdza, że nie należy odmawiać pogrzebu publicznym grzesznikom, jeżeli przed śmiercią dali jakieś oznaki pokuty i wyklucza się publiczne zgorszenie innych wiernych.

Z tego, co dowiadujemy się z treści artykułu zmarły przed śmiercią nie przystąpił do sakramentów, gdyż był śpiączce nie mógł więc dać oznak pokuty i nawrócenia. I właśnie, dlatego ks. Proboszcz nie odmówił mu pogrzebu katolickiego, gdyż należy domniemywać, że może w ostatnim przebłysku swojej świadomości zmarły żałował za swoje grzechy, choć na zewnątrz nie mógł dać znać.

Mając jednak na uwadze życie zmarłego, brak w nim praktyk religijnych i chcąc uniknąć zgorszenia wybrał przepisaną normami liturgicznymi formę pogrzebu. Nie zapominajmy, że cała sytuacja ma miejsce na wsi, gdzie wszyscy, wszystko o sobie wiedzą, gdzie nie jest się anonimowym, jak w mieście. Jak więc miał postąpić ks. Proboszcz? Odprawić pogrzeb z pompą? A gdzie jest jakaś elementarna sprawiedliwość? Czy można jednakowo potraktować człowieka, który całe życie „Panu Bogu się nie naprzykrzał”, do kościoła nie chodził, do sakramentów nie przystępował, a w dodatku był pijakiem, na równi z człowiekiem, który w swoim życiu starał się zachowywać przykazania, praktykować, wspierać swoimi ofiarami Kościół i ubogich, być może nawet należał do jakiegoś bractwa czy stowarzyszenia? Chyba nawet tu na ziemi jakaś sprawiedliwość być musi, a nie tylko w niebie!

Mając na uwadze właśnie takie sytuacje Instrukcja liturgiczno-duszpasterska Episkopatu Polski o pogrzebie i modlitwach za zmarłych z 1978 r. zaleca, aby podczas przygotowań obrzędów pogrzebu, formuł i czytań liturgicznych uwzględniać życie zmarłego i okoliczności jego śmierci. I dlatego rytuał przewiduje wiele formuł do wyboru. W tym właśnie celu w Obrzędach pogrzebu zostały umieszczone trzy formy pogrzebu katolickiego:

  1. pierwsza forma przewiduje trzy stacje: w domu zmarłego, w kościele i na cmentarzu;
  2. druga forma uwzględnia tylko dwie stacje: w kaplicy cmentarnej i przy grobie;
  3. trzecia forma zawiera tylko jedną stację: w domu zmarłego.

Z treści artykułu wynika, że ks. Proboszcz wybrał drugą formę obejmującą obrzędy nad grobem zmarłego. I miał do tego pełne prawo, bo skoro zmarły za życia sam, dobrowolnie niech chciał się w kościele pokazać, to pytam: po co po śmierci na siłę wnosić jego ciało do świątyni?

Ks. dr Benedykt Glinkowski wybitny kanonista mówi wprost: bądźmy konsekwentni, jeśli żyjemy po katolicku, zgodnie z tym, co Kościół za Chrystusem głosi, stawiajmy wymagania, ale jeśli nasze życie nie ma nic wspólnego z moralnością chrześcijańską, odstąpmy od nieuzasadnionych żądań.

 Można powiedzieć, parafrazując słowa piosenki, która śpiewała Edyta Geppert: jakie życie taka śmierć i taki pogrzeb. A swoją drogą cały ten artykuł wpisuje się jakoś w nagonkę na Kościół w Polsce, jaka ma teraz miejsce. Między wierszami można wyczytać: popatrzcie, ile milionów w minionym roku otrzymali księża od państwa, a tym się nawet nie chce wypełniać swoich obowiązków i odmawiają „porządnym” ludziom mszy pogrzebowej.

 No cóż, kłamcie, kłamcie, zawsze coś z tego zostanie.... mówił Goebbels. Jak widać i w dzisiejszych czasach ma on swoich wiernych fanów i naśladowców, którzy w wielu kwestiach już dawno przegonili swojego mistrza.