Modlitwa pulsuje życiem (Mk 7,1-13)


Ewangelista Marek pisze, że „faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie” zebrali się u Jezusa nie po to, aby słuchać Jego mądrości czy prosić o pomoc lub światło życia... Nie to było ich zamiarem. Przyszli do Niego z chęcią „przyłapania” Go na czymś. Brzmi to paradoksalnie, ale bywa, że ktoś może zbliżać się do Boga w nieszczerych intencjach. Może także modlić się nieprawdziwie, udawać, że się modli, podczas gdy jego serce i myśli są gdzie indziej, dalekie od Boga i Jego nauki.

Faryzeusze śledzili Jezusa. Nie interesowali się tym, kim jest i co dobrego czyni dla innych, ale czy zachowuje dawne przepisy. Skupieni byli bardziej na tym, co zewnętrzne, zamiast na tym, co wewnętrzne. Stąd również do mnie pytanie: Z jakimi zamiarami przychodzę do Jezusa? Dlaczego się modlę? Czy czynię to z przyzwyczajenia, z braku innego zajęcia..., a może z chęci pokazania się innym? Czy modlę się z wewnętrznej potrzeby, chcę poznać lepiej Boga i być poznanym przez Niego?

Nie zdobędzie upragnionej mądrości, kto skupia się na innych, a nie na sobie, kto podgląda, co robią inni, zamiast przyglądać się swoim czynom, usuwając niepoprawne. Nie postąpi w doskonałości, kto zamiast oceniać swoje życie w świetle Boga, krytykuje innych. Modlitwa nie przyniesie spodziewanych owoców, kiedy zapomni się, że jest ona żywą rozmową z Bogiem, okazją do poznania siebie i postępu w doskonałości. Sokrates mówił, że „silnie gorączkujący tracą siłę i apetyt. Przebywający zaś na pokojach królewskich tracą myśl i dobre obyczaje”. Można spędzać czas (nawet długi) na modlitwie, bez chęci nawiązania szczerego dialogu z Bogiem, można się modlić, lecz nie zmieniać swojego życia, uważać się za osobę gorliwą, jednak bez chęci przyjęcia tego, czego oczekuje ode mnie Bóg...

Myślenie o Bogu dokonuje się na dwa sposoby. Jednym z nich jest pamięć, czyli tradycja, drugim zaś osobiste wejrzenie. W myśleniu o Bogu faryzeusze zatrzymali się na pamięci, dlatego byli bardzo wierni tradycji, przestrzegając gorliwie wszystkich jej przepisów, uważając, że tradycja zbawia. Modlitwa tymczasem jest czymś innym, pozwala temu, kto się modli, wejść osobiście w relację z Bogiem, poznawać Go „od wnętrza”, poddawać się Jego woli, pozwalając Mu zmieniać w swoim życiu to, co uznaje On za konieczne. Pamięć przypomina, co i jak było dawniej, zaś osobiste wejrzenie w życie Boga, czyli modlitwa, mówi, jak winno być obecnie. Prawdziwa modlitwa tworzy nowe tradycje i oczyszcza dawne. Nierzadko też daje początek nowej przygodzie, pisząc nową, nieznaną dotąd historię. Tak było w przypadku apostołów i tak jest również teraz.

Na modlitwie trzeba skupić się bardziej na Bogu, niż otoczeniu, słuchać tego, co mówi teraz, nie tylko tego, co powiedział kiedyś. Taka modlitwa jest modlitwą żywą i zmienia życie, leczy rany lub pomaga/pozwala unikać ich zadawania.