Humor naukowca i pasterza

Humor naukowca i pasterza


Pamięci arcybiskupa Józefa Życińskiego

 

„Życiński miał ogromną charyzmę, potrafił ściągać ludzi” – wspomina ks. Michał Heller. 10 lutego 2017 r. przypada 6. bolesna rocznica śmierci arcybiskupa Józefa Życińskiego.

 

Papież Benedykt XVI, podczas spotkania z rzymskim duchowieństwem w lutym 2013 mówił o dwóch obrazach Soboru Watykańskiego II. Pierwszym był prawdziwy „Sobór Ojców”, w którym papież sam uczestniczył i który znał. Drugim zaś był „Sobór mediów” – docierający do szerokiej publiczności przekaz dziennikarzy. O ile „Sobór Ojców” dotykał rzeczywistości i dokonywał się w obrębie wiary, o tle „Sobór mediów” rozwijany był w horyzoncie politycznym i siłą rzeczy niósł pewne zafałszowanie.

Tę podwójną hermeneutykę Soboru można śmiało zastosować do postaci Józefa Życińskiego. Jest prawdziwy Życiński, znany przez grono przyjaciół, studentów, współpracowników. I Życiński medialny, kontrowersyjny, niezrozumiany, słuchany i czytany z uprzedzeniami, często niesprawiedliwie szkalowany. Jaki był naprawdę arcybiskup Józef Życiński? Słuchając jego przyjaciół, jak choćby ks. Michała Hellera i jego rozmówców w książce Wierzę, żeby rozumieć, poznajemy Życińskiego nie tylko jako wybitnego uczonego i biskupa. Docieramy nade wszystko do człowieka dobrego, serdecznego, z ogromnym poczuciem humoru, bardzo lubianego. Takiego Życińskiego mało kto dziś zna i pamięta.

Arcybiskup Józef Życiński urodził się w 1948 roku w Nowej Wsi koło Piotrkowa Trybunalskiego. W 1966 roku ukończył I Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Chrobrego w Piotrkowie Trybunalskim i, bezpośrednio po maturze, rozpoczął studia w Wyższym Częstochowskim Seminarium Duchownym, które wówczas mieściło się w Krakowie. Tutaj spotkał wielu ciekawych profesorów, wśród nich ks. Kazimierza Kłósaka, wybitnego filozofa przyrody. To pod jego kierunkiem przygotowuje magisterium teologiczne oraz doktorat – obydwie prace obronione na nieuznawanym przez państwo Papieskim Fakultecie Teologicznym w Krakowie. Kłósak słynął z ascetycznego stylu życia. Życiński będzie opowiadał, że jak go siostra wyciągnęła na jakiś wypoczynek za miasto, to Kłósak brał ze sobą książki, czytał przed i po południu, a jak skończył, to mówił: „Wracajmy, bo już jesteśmy wypoczęci”. Nie potrafił odpoczywać.

W tym czasie młody ks. Życiński rozpoczyna wykłady z filozofii w częstochowskim i krakowskim Seminarium Duchownym, a także pracę naukową na Papieskim Wydziale Teologicznym w Krakowie, przekształconym następnie w Papieską Akademię Teologiczną w Krakowie. W 1979 roku broni doktorat z filozofii na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Rok później, na tej samej uczelni, przedstawia habilitację. Ks. Michał Heller: „On miał pragmatyczne podejście i chciał, żeby jego tytuły naukowe były uznawane przez państwo”.

Od 1981 jest kolejno profesorem nadzwyczajnym, profesorem zwyczajnym i dziekanem Wydziału Filozoficznego Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Heller o seminarium naukowym Życińskiego: „Do niego chodziły tłumy, bo on bardzo atrakcyjnie wykładał. Życiński miał ogromną charyzmę, potrafił ściągać ludzi”. Tym, co przyciągało innych był spektakularny sposób wykładania. Przynosił także książki, które normalnie były nieosiągalne. W efekcie jedni polecali drugim. Nawet tacy, którzy z PAT-em nie mieli nic wspólnego, przychodzili na seminaria. I wielu z nich potem zostawało.

Jednym z najbliższych współpracowników i przyjaciół Życińskiego był ks. Michał Heller. Ten ostatni wspomina, jak się poznali: „To był początek lat siedemdziesiątych. W księgarni na Podwalu podszedł do mnie kleryczek i zapytał, czy zgodziłbym się być recenzentem jego pracy licencjackiej, którą pisze u Kłósaka. Powiedziałem, że owszem. Od razu zwróciłem uwagę na styl i rozmach tej pracy. »To jest kleryk, na którego warto zwrócić uwagę, bo się dobrze zapowiada«, pomyślałem. Już wtedy miałem takie ciągoty, żeby kolekcjonować ludzi”. Kiedy Życiński rozpoczął pracę nad doktoratem przychodził do Hellera na konsultacje. Heller: „Przeczytał kiedyś jeden rozdział i mówię: »Słuchaj, Józek, dobre to jest, ale za dużo tu kłósaczyzny«. A on na to: »A właśnie wczoraj Kłósak powiedział mi, że dobre, tylko za dużo Hellera«. Nie wiem, czy tego nie wymyślił, ale brzmiało to dość prawdopodobnie”. Życiński współpracował z Hellerem, ale zachowując niezależność. Pierwsza wspólna książka Hellera i Życińskiego ukazała się w 1980 roku. Był to Wszechświat i filozofia. Heller: „Bardzo miło wspominam to wspólne pisanie. Życiński nie był już wtedy prefektem, miał mieszkanie po mamie na osiedlu Azory. Lubiłem tam przychodzić. Metoda pisania była taka, że najpierw robiliśmy z grubsza plan książki, a potem dzieliliśmy się – ten rozdział piszę ja, ten on. Nie pisaliśmy wspólnie, ale po napisaniu rozdziałów czytaliśmy je sobie nawzajem i wprowadzaliśmy drobne poprawki. Kiedy weźmie się nasze książki do ręki, od razu widać, kto pisał który rozdział, bo styl każdego z nas jest inny”. Ale relacja z Hellerem to nie tylko nauka, to przede wszystkim doświadczenie głębokiej przyjaźni. Co Heller lubił w Życińskim? Heller: „Niewątpliwie łączyły nas wspólne cele: obaj byliśmy zainteresowani nauką i filozofią nauki. Obaj byliśmy księżmi. Obaj też mieliśmy nastawienie antykomunistyczne”.

Z czasem Heller i Życiński zaczęli łączyć swoje seminaria i robić otwarte konwersatoria w pałacu arcybiskupim. Krakowskie Konwersatoria Interdyscyplinarne odbywały się co miesiąc, ludzi było coraz więcej, niektórzy przyjeżdżali spoza Krakowa. To było w pokojach kardynała, więc snobizm też robił swoje. Wraz z nimi zaczął się też ukazywać biuletyn „Zagadnienia Filozoficzne w Nauce”, który był drukowany nielegalnie, poza cenzurą, na powielaczu w kurii. Problemem była jednak długa kolejka do powielacza. Heller z Życińskim zastosowali następujący zabieg. Zmarł akurat biskup częstochowski Stefan Bareła i księża spekulowali, kto zostanie jego następcą. Puścili więc plotkę, że to Życiński ma być biskupem. Heller: „Ściślej mówiąc, chodziłem i dementowałem, że to nieprawda – i natychmiast rozeszła się wieść, że coś musi być na rzeczy… Efekt był taki, że kolejny numer wydrukowali nam bardzo szybko”.

Z czasem konwersatoria rozrosły się i zostały przeniesione do św. Katarzyny, gdzie już działała PAT. Warunki były fatalne, klasztor w ruinie, na korytarzach zwały gruzu, szron na ścianach w zimie. Mimo to w konwersatoriach uczestniczyło wielu znakomitych ludzi. Wszyscy pamiętają zapach kawy, którą parzyło się w toalecie na dole. Zdobywał ją Życiński. Wszyscy zastanawiali się, skąd ją ma, bo wtedy kawa była na kartki. A on miał w PanAmie znajomą stewardesę. Jak coś zostawało z poczęstunków w samolocie, trafiało na konwersatoria.

Z konwersatoriów narodził się OBI – Ośrodek Badań Interdyscyplinarnych. Nazwa też w pewnym sensie pochodzi od Życińskiego. Heller: „Życiński miał bardzo dobrą pamięć, ale mylił się w szczegółach. Pewnego razu po dłuższym pobycie za granicą miał pojechać na odpoczynek do Krynicy i obiecał, że do mnie zadzwoni. A ja dostałem właśnie telefon – po dwudziestu pięciu latach oczekiwania! – i podałem mu numer. Mówię: »Zapisz sobie«, a on, że nie, że na pewno zapamięta. Pytam go po jakimś czasie: »Czemu nie zadzwoniłeś z Krynicy?«. On na to: »Tyle raz dzwoniłem i nie zastałem cię«. »A na jaki numer dzwoniłeś?« Okazało się, że wszystkie cyfry dobrze zapamiętał, tylko w jednej się pomylił”. Podobnie było z OBI. Początkowo powołano Ośrodek Studiów Interdyscyplinarnych. Życiński oświadczył, że załatwi pieczątkę – oczywiście nielegalnie. Przyniósł pieczątkę, ale z nazwą „Ośrodek Badań Interdyscyplinarnych”. I tak zostało, bo bardziej się opłaciło zmienić nazwę niż pieczątkę. I zaczęli siebie nazywać obibokami.

Na czym polegała filozofia Życińskiego? Przede wszystkim uprawiał filozofię nauki. Był pod wielkim wpływem filozofii analitycznej, zwłaszcza Alfreda Whiteheada. Różnił się jednak od Hellera, który znacznie lepiej znał fizykę, więc szukał filozofii w teoriach naukowych. Heller: „Józek był samoukiem pod tym względem. Był zresztą tego świadom, często prosił mnie o sprawdzenie, czy nie palnął jakiegoś błędu. Życiński miał świetny styl, jego się po prostu dobrze czytało. W dodatku był straszliwym erudytą. Jakimś cudem sprowadzał z zagranicy książki, które były nieosiągalne, i chętnie się na nie powoływał. Prawie nigdy nie cytował polskich książek, co miałem mu trochę za złe, bo w Polsce też różne ciekawe rzeczy wychodziły”. Życiński rozwijał koncepcję racjonalności obiektywnej. Całe życie był piewcą i obrońcą racjonalności. Zdaniem Arcybiskupa, przyroda i wszystko, co istnieje jest racjonalne. Racjonalność jest tu pojęta ontologicznie, tzn. to, co jest racjonalne, może istnieć. Wynika stąd też możliwość badania przyrody za pomocą matematyki. Dlaczego matematyka nadaje się najlepiej do badania przyrody? Życiński dał tutaj platonizującą odpowiedź: przesądza o tym sieć struktur formalnych w samej rzeczywistości, racjonalna matematyczność świata. Postawił także pytanie o rozwój nauki, czy podlega on jakimś wewnętrznym prawom, czy też jest dziełem przypadku i odpowiadał, że racjonalność rozwoju nauki jest przejawem głębszej racjonalności, która leży u ontologicznych podstaw rzeczywistości. Arcybiskup bronił wielości dróg prowadzących do poznania prawdy. Również ważnym jego osiągnięciem była próba uściślenia metafizyki przy użyciu odpowiednio spreparowanych narzędzi filozofii analitycznej. Heller: „Wzorem był dla niego Salamucha i Koło Krakowskie. Niestety, nie udało mu się tego projektu doprowadzić do końca. Został biskupem i czasu na myślenie o tym miał coraz mniej”.

Od kiedy został biskupem w 1990 roku, nowe obowiązki i styl życia wymusiły nieco inne zagadnienia. Teraz do głosu dochodzi przede wszystkim jego polemiczny i ewangelizacyjny temperament. Zwalczał ostro wszelkie przejawy antyracjonalizmu i irracjonalizmu, a zwłaszcza dwie: na polu filozofii zjawisko postmodernizmu, a na polu wiary religijny fundamentalizm, przyjmujący często postać antyewolucjonizmu. To dlatego na tym etapie rozwinął zagadnienia filozofii ewolucji. Chodziło mu w nich nie tylko o wykazanie, że pomiędzy ewolucjonizmem a chrześcijaństwem nie ma sprzeczności, ale o interpretację chrześcijańskiego teizmu w perspektywie ewolucjonistycznej. Zagadnienie teorii ewolucji jest tylko jednym z przykładów zagadnienia relacji między nauką a wiarą, które towarzyszyło Arcybiskupowi przez całe właściwie życie naukowe.

Życiński był także uważnym obserwatorem współczesnej kultury. Swoje badania w tym zakresie przedstawił w pracy Trzy kultury. Omawia w niej postępującą autonomizację trzech obszarów: nauki, humanistyki i religii. Pociąga ona negatywne następstwa: zawężający się horyzont rygorystycznej nauki, „bałkanizacja” i „parkinsonizacja” poszczególnych dyscyplin, niezdolnych do działania interdyscyplinarnego, eskapistyczna i irracjonalistyczna reakcja humanistów na zdepersonalizowane wyniki badań naukowych, czy irracjonalny estetyzm, przekonany o szkodliwości nauki dla duchowości. Jest to nic innego, jak wykwit postaw narcystycznych. Jako rozwiązanie Arcybiskup wskazywał kategorię „prawdy symfonicznej”.

Spotkania w Castel Gandolfo na temat relacji nauka-wiara to kolejny etap współpracy Życińskiego z Hellerem. Skąd się one wzięły? Ważną rolę odegrał tu słynny fizyk, profesor Jerzy Janik, który chciał w jakiejś formie kontynuować interdyscyplinarne spotkania krakowskie. Latem 1980 roku zorganizował w Castel Gandolfo kolokwium, w którym wziął udział także Życiński. W czasie tego kolokwium doszło do ostrej dyskusji na temat czasu. Krzysztof Michalski wygłosił odczyt o pojęciu czasu w fenomenologii, na co obecni tam fizycy odpowiedzieli, że nic z niego nie rozumieją i zaczęła się dyskusja. W końcu uznano, że lepiej będzie, jak ta grupa się podzieli, bo są zbyt duże różnice między filozofami nieprzyrodnikami a uczonymi. Postanowiono, że jednego roku będzie przyjeżdżać grupa Janika, a drugiego grupa Tischnera i Michalskiego.

Spotkania w Castel Gandolfo stały się inspiracją dla OBI do organizowania konferencji metodologicznych. Pierwsza odbyła się w 1984 i poświęcona była Galileuszowi, druga zaś w 1987 z okazji trzechsetnej rocznicy ukazania się Principiów Newtona. Konferencja odbyła się częściowo w Krakowie, a częściowo w Pasierbcu. Dla gości zagranicznych była to kompletna egzotyka: był spływ Dunajcem, wycieczka do Wieliczki. Samo Sanktuarium w Pasierbcu bardzo się podobało. Heller: „Któregoś dnia Józiu proboszcz zorganizował dla uczestników Mszę świętą z nabożeństwem majowym. Przyszli wszyscy, jacy tam byli – wierzący i niewierzący, katolicy i protestanci. Po Mszy dziewczęta ubrane w ludowe stroje każdemu wręczyły bukiet polnych kwiatów. Niektóre chłopy ze wzruszenia się poryczały”. Proboszcz z Pasierbca, ks. Józef Waśniowski, lubił długie śpiewy. Jak Życiński został biskupem i przyjechał do Pasierbca na wizytację, to przed Mszą powiedział mu: „Józiu, jak będziecie śpiewać na wejście, to ja proszę, nie więcej jak siedemnaście zwrotek”. Heller: „Oni się bardzo lubili. Po drugiej konferencji Coyne zaprosił Józia do Castel Gandolfo w podziękowaniu za tak wspaniałą gościnę. Pojechaliśmy we trójkę z Życińskim. Józiowi bardzo się wszystko podobało, a szczególne wrażenie robili na nim gwardziści, którzy zawsze salutowali, kiedy wchodziło się przez bramę. Któregoś dnia Życiński mówi do Józia: »Słuchaj, załatwiłem ci jedną rzecz. Mianowicie umówiłem cię z gwardzistami, że dadzą ci mundur i będziesz mógł przez piętnaście minut postać w bramie z halabardą«. Józiu uwierzył i całą noc nie mógł zasnąć, bo się denerwował. Rano mówi mi o tym, taki przejęty, a ja mu na to: »Józiu, to ty Życińskiego nie znasz?!”. Konferencje OBI miały w owym czasie ogromne znaczenie. Jak wspomina Heller, to było wychodzenie z grajdołka. Wszystko, co się wówczas w Polsce działo, było lokalne. A tu się pojawili ludzie z całego świata.

Czasy współpracy Hellera i Życińskiego to okres marksistowskiej walki z religią. Propaganda komunistyczna lubiła powoływać się na nauki przyrodnicze. Pod koniec lat siedemdziesiątych pojawiła się kościelna kontrakcja „Uczeni o Bogu”. Heller: „Ja z tym walczyłem. Pomysł przyszedł z Zachodu, chyba z Włoch. To była odpowiedź propagandą na propagandę. Wieszano w gablocie portret uczonego, a obok była jakaś jego myśl, zwykle wyciągnięta z kontekstu, czasem niezgodna z całością jego poglądów. Mnie to denerwowało, uważałem, że takie działanie jest nieodpowiedzialne. Zresztą między innymi z powodu tej akcji napisaliśmy z Życińskim Drogi myślących (1983), gdzie były fragmenty z pism różnych uczonych – Schrödingera, Heisenberga, Whiteheada, Poppera i innych – a do tego nasze komentarze, które miały pokazać, jak naprawdę wyglądają ich poglądy. Tego typu spraw nie da się załatwić przypadkowo wybranym cytatem”.

Zmagania Hellera z problemami fizyki, filozofii i teologii uhonorowano w 2008 roku Nagrodą Templetona. Czy go to wyróżnienie zaskoczyło? Heller: „Nie bardzo mnie zaskoczyło, bo byłem uprzedzony – to znaczy dano mi znać, że je dostanę. Akurat byłem w tym czasie w Australii. I nagle dostaję wiadomość od Życińskiego, w charakterystycznym dla niego stylu: »Możesz zaszaleć, bo będziesz miał większą ilość pieniędzy do wydania – jesteś kandydatem do Nagrody Templetona«”.

Życiński zmarł w Rzymie na atak serca 10 lutego 2011 roku. Po jego śmierci Heller znalazł w jego komputerze materiał na kolejną książkę.