Twarze manify na wolnym rynku


Reżyser wiadomego przedstawienia napisał do Junckera. List miał zapewne przygotowany wcześniej; wystarczyło wstawić prześladowcę, na którego się skarży: TVP, prawicę, Kościół. Zapewne miał nadzieję, że może ktoś wychodzący z teatru zostanie pobity. Największą satysfakcję miałby, gdyby teatr został podpalony. Ale wiedział, że na to nie może liczyć (no chyba że zamiast krzyża i figury świętego jako rekwizyty byłby Koran, postać Mahometa lub flaga IS - ale po Karolku Chebdo żaden artysta nie usiłuje próbować jak daleko może sięgnąć jego wolność w tym przypadku).

Reasumując reżyser zrelizował swój cel, chociaż wiemy, że chciałby więcej. Nie osiągnął zbyt wiele, bo reakcja katolicka była rozsądna.

Mimo to uważam, że katolicy mogą osiągnąć znacznie więcej. Przez nacisk najbardziej skuteczny - finansowy. Dotyczy to wszystkich wydarzeń o charakterze antychrześcijańskim.

Dziś show biznes opiera się na pieniądzu. Najwięcej można uzyskać z reklam. Weźmy twarz manify - Dorotę Welman. Wcześniej była to też twarz Lidla. Ale jeśli firma zrozumie, że katolik wybierze Biedronkę - by kupić ten sam produkt, wówczas nigdy nie pozwoli sobie na straty. Być może sami marketingowcy Lidla zrezygnowali z Welman. Nie chcieli, by powtórzyła się sytuacja z EPIKiem. Jeśli tak, to dmuchanie na zimne jest rzeczą godną pochwały (tzn. w tym przypadku: podwyżki), bo oznacza profesjonalne podejście do biznesu. Przeczekali okres związany z “czarnym poniedziałkiem” (by nie tracić klientów popierających aborcję) i spokojnie i bez rozgłosu pożegnali się z obrończynią “praw kobiet”. Szkoda tylko, że nie było katolickiego zaangażowania w tę sprawę - by przekaz do celebrytów był jasny. Jeśli miałby miejsce, wówczas również aktorka od seksu oralnego z figurą wiedziałaby, że nie będzie miała szans na propozycję reklamy.

Podobnie jeśli będzie grupa osób, która będzie deklarowała, że udział danego celebryty w kampanii reklamowej oznacza, że nie kupi danego produktu, wówczas żadna firma nie będzie chciała zarabiać mniej. Chyba że będzie mogła liczyć na kontrakt z ideologicznie nastawionym rządem lub jej właściciel będzie wystarczająco bogaty, by promować swe poglądy bez względu na koszty. Chociaż i to nie zapewnia sukcesu, co widać po zwolnieniach w Gazecie Wyborczej i to mimo inwestycji w Agorę Sorosa.

Natomiast w przypadku wiadomego przedstawienia najlepszą metodą jest pytanie skierowane do władz miasta: ile z publicznych pieniędzy zostało wydane na ten spektakl. Informacja taka, którą nie omieszkają wykorzystać przeciwnicy polityczni przed następnymi wyborami, może być metodą na nieprzekraczanie granic wolności w stosunku do chrześcijaństwa. Jeśli katolicy będą umieli rozsądnie się zachować, wówczas, by uzyskać rozgłos, pozostanie wiadomemu reżyserowi ostateczność - będzie musiał pójść śladami Karolka z Paryża. Obawiam się, że w takim przypadku jego kariera nie będzie długa.

Wiemy, że EMPiK nie zatrudni już marketingowca, który sukces będzie widział z utożsamianiem się z twarzą aborcjonistki i satanisty. I taki jasny przekaz powinien trafić do wszystkich - firm i celebrytów: twarze manify i z innych happeningów o charakterze antychrześcijańskim mogą być bojkotowane przez świadomą część katolickiego społeczeństwa.