Tusk człowiekiem Kościoła


Arcybiskup Muszyński zabrał głos po wyborze Tuska. Prawdą jest, że właściwie prymas senior nie miał żadnej władzy nad żadną z diecezji poza gnieźnieńską nawet, gdy jeszcze nie był na emeryturze. Ale być może emerytura to okazja do dodatkowych przemyśleń. W każdym razie zanim papież i przewodniczący KEP (może w imieniu wszystkich polskich biskupów, którzy zaczną w poniedziałek obrady) złożą gratulacje, przypomnijmy jak krótko historię.

Kwestię Saryusza-Wolskiego zostawmy. To przykład porażki przez spóźnione działania i brak wizji, a także inteligentną grę przeciwnika. Skupmy się na samym przewodniczącym Rady.

Donald Tusk oświadczył, że będzie ubiegał się o następną kadencję. Była to sytuacja, którą Kościół w Polsce powinien gorąco poprzeć. Dlaczego w tym przypadku hierarchowie mieliby się wtrącać do polityki? Czy nie jest to sprawa krajowych dysydentów?

Otóż politycy oceniają sytuację na ile Tusk jest postacią im zagrażającą, a na ile pomagającą w realizacji celów. Dla Grzegorza Schetyny jest oczywiste, że były premier jest tym lepszy, im dalej jest od kraju. Dla prezesa już niekoniecznie. Bo opozycja coraz bardziej się kompromituje i przestaje liczyć. Przyjazd Tuska do kraju, mógłby jeszcze bardziej ją ze sobą skłócić - bo wątpliwe jest, by Petru uznał zwierzchność i nieomylność Tuska. Zwłaszcza że ten wróciłby z etykietą: “nie sprawdził się na tym wysokim stanowisku unijnym”. Więc zadziałała zasada “dziel i rządź” i w tym celu sprowadź do Polski.

Trzeba jeszcze dodać perspektywę Tuska. Bezsprzecznie słusznym był wyjazd do Brukseli. Wybory i tak by przegrał, więc ewentualny powrót będzie zawsze analogiczny do powrotu wybawcy. Ludzie mają to do siebie, że zapominają błędy i tęsknią za mityczną przeszłością. Za Gierkiem. Gdyby Wałęsa siedział cicho, to i za nim by zaczęto tęsknić.

Spójrzmy jeszcze z perspektywy kościelnej. Jest to perspektywa wartości. I tu należało wspierać Tuska w instytucjach europejskich. Bo on może wydawać się człowiekiem Kościoła - zwłaszcza w porównaniu z innymi. Mając do wyboru: Tusk lub Hollande - jest oczywiste, kogo należy wspierać.

Wahającym się warto przypomnieć postawę Jana Pawła II. To też między innymi właśnie z tego względu, by z Polski można było spodziewać się ochrony wartości, wyraźnie papież Polak zachęcał do wejścia ojczystego kraju do Unii Europejskiej. A było to w sytuacji, gdy rządził w Polsce lewicowy rząd, gdy towarzysze mieli się dobrze, prezydent Kwaśniewski uznawany był za najlepszą i bezkonkurencyjną głowę państwa, a Leszek Miller miał szansę na zostanie premierem wszechczasów. Ale w tej sytuacji było też jasne, że nikt z Polski nie będzie promował małżeństw homoseksualnych lub przymusowych lekcji gender. I tak jest nadal (może poza .Nowoczesną, która próbuje zagospodarować niedobitków ideowych Palikota). Więc mając wybór Tusk - Hollande można było tylko proponować zlikwidowanie stanowiska przewodniczącego Rady, jeśli nie chciało się popierać byłego premiera. Ale to też nie była poważna propozycja.

Dobrze, że arcybiskup Muszyński się wypowiedział. Bo znowu to, co dobre dla Kościoła, jest też korzystne dla kraju. Wiemy np. jaki byłby stosunek Francuza do Ukrainy, Gazpromu i Rosji. Tusk nigdy na takie stanowisko sobie nie pozwoli.

Otwarte poparcie Tuska przez hierarchów mogłoby stanowić podstawę, by w przyszłości wyciszać konflikty krajowe. Wskazywałoby, że Kościół jest w stanie wypowiadać się inaczej, niż prezes. Byłoby też otwarciem się na szeroką perspektywę spojrzenia na sprawy z punktu widzenia powszechności Kościoła. Szkoda, że dziś do tego polscy biskupi nie są zdolni. Dobrze, że wypowiedział się prymas senior. Gdyby zrobił to miesiąc wcześniej, byłoby to dla wszystkich: Kościoła, rządu i kraju jeszcze lepsze.