Dzień kobiet

Dzień kobiet


Mam nadzieję, że z uwagi na zeszłotygodniowy dzień kobiet mogę jeszcze poruszyć temat feministyczny.

Obserwując hasła manifestacji wydawało mi się, że choć z jednej strony rozumiem je i część podzielam, z drugiej strony brakuje mi w nich zagadnień feminizmu trzeciofalowego. Feminizm trzeciej fali to zbiorcze określenie różnorodnych prądów feministycznych rozwijających się od lat 80. XX wieku do dnia dzisiejszego. Wśród części feministek wzrastało przekonanie, że dyskryminacja kobiet jest tylko niewielką częścią dyskryminacji, która ma miejsce w społeczeństwach. Równie ważne podstawy dyskryminacji kobiet, ale także i mężczyzn, to na przykład rasa, etniczność, religia, podziały klasowe i ekonomiczne. Nowe nurty krytykowały dotychczasowy feminizm za przekonanie, że istnieje wspólna i niezmienna kobiecość. Tymczasem doświadczenia kobiecości są bardzo różnorodne. Część działaczek twierdziła, że niemożliwa jest też walka o równouprawnienie kobiet w oderwaniu od dyskryminacji ze względu na rasę, pochodzenie etniczne, religię czy klasę. Oczywiście hasła drugiej fali są nadal integralną częścią wspomnianych wyrzej nurtów.

Słuchałam dość niedawno wywiadu z socjolożką pochodzenia polskiego mieszkającą i pracującą w Stanach Zjednoczonych. Uczestniczyła ona w marszu kobiet w Waszyngtonie i powiedziała, że dwa pierwsze wystąpnienia organizatorek dotyczyły przede wszystkim kwestii rasizmu. Nie chciałabym jakoś narzucać czy zarzucać braku podobnych haseł, ale osobiście chętnie ujrzałabym szerszy program w opisach zawierających cele manifestacji.

Chciałabym tu przywołać postać katolickiej feministki Rosemary Ruther. Nie wiem współczesne polskie feministki mogłyby coś od niej zaczerpnąć, wydaje mi się, że jako katoliczka nie wzbudziłaby zaufania. Jednak jak wspomniałam są nurty feminizmu trzeciofalowego, które jak mi się wydaje podzielają. Natomiast poglądy Ruther są ważne dla mnie. W felietonie “Feminizm musi odkryć swoje pacyfistyczne korzenie” autorka przypomina, że w XIX wieku w Ameryce feminizm oraz pacyfizm były ściśle powiązane. Autorka twierdzi, że te pacyfistyczne korzenie zostały niestety w dzisiejszym feminizmie zapomniane. Wspomina, że w 1991 roku w czasie Wojny w Zatoce wiele feministek z zadowoleniem przyjęło medialne relacje, w których kobiety-pilotki przed wyruszeniem na front żegnały swoje dzieci. Młode żołnierki w akademiach wojskowych traktowane są jako jedno z największych osiągnięć feminizmu. Autorka omawianego felietonu wskazuje, że według jej obserwacji istnieją 2 rodzaje celów, które stawia sobie współczesny feminizm. Pierwszy do doprowadzenie do zaniku męskiej dominacji w jakiejkolwiek dziedzinie czy zawodzie.. Być może wojna, wojskowość wydaje się ostatnią sferą, która powinna być “zdobyta” przez kobiety, zwłaszcza, że coraz ważniejsza jest technologia, a nie siła fizyczna. Z drugiej strony dla części ruchów feministycznych celem jest raczej głęboka transformacja zarówno kobiet jak i mężczyzn. Stworzenie kultury wzajemności i wyeliminowanie różnorodnych form przemocy. Feminizm jest integralnie związany z antyrasizmem, ekologią i pokojem, ponieważ wszystkie te ruchy dążą do głębokiej przemiany społeczeństw w duchu większej harmonii i partnerstwa między ludźmi. Według pionierki teologii feministycznej:

W systemie opartym na wyzysku, większość ludzi musi znaleźć się po stronie wyzyskiwanych, natomiast niewielu czerpie duże zyski. Jest to podstawowy charakter struktur antagonizmu, które my nieustannie negujemy w naszych dążeniach zmierzających w kierunku równości. Tak jak dawne feministki-pacyfistki jasno rozumiały, przemoc i nadużycia można zakończyć tylko zmieniając cały system przywilejów jednych kosztem innych. Komunikat ten musi być zapamiętany dzisiaj jeszcze bardziej niż kiedykolwiek.

Kończąć dodam, że Rosemary Radford Ruether urodziła się w 1936 roku, czyli ma dokładnie tyle lat co papież Franciszek! W 2013 roku papież Franciszek w czasie rozmowy z dziennikarzami na pokładzie samolotu lecącym z Rio de Janeiro stwierdził, że "W Kościele wciąż nie mamy teologii kobiety. Powinniśmy ją rozwinąć". Wydaje mi się, że papież po prostu nigdy nie inteersował się czy katoliczki piszą o sobie z perspektywy wiary, ponieważ w innych wypadku nie przegapiłby myśli swojej rówieśniczki.