Czy Jezus wątpił?


W ostatnią niedzielę na Gorzkich Żalach wysłuchałam kazania pasyjnego. Chciałabym na wstępie zaznaczyć, że kazanie było naprawdę dobre i budujące. Jego osią było stwierdzenie, że w trudnej sytuacji najważniejszym aktem jest wołanie do Boga. Przedstawiona była prawdziwa historia jednego (anonimowego) uczestnika nabożeństwa oraz przykład proroka Eliasza. Była jednak jeden punkt, z którym częściowo się  nie zgadzam i który mnie w jakiś sposób zabolał. Otóż ksiądz powiedział, że słyszał wypowiedź pewnej dziennikarki, która ze słów Jezusa na krzyżu: “Boże, mój Boże, czemuś mnie opuści” wyprowadziła wniosek, ze Jezus miał moment zwątpienia. Ma to być bzdura.

 

Przytoczone słowa to fragment psalmu 22 - “Skarga opuszczonego przez Boga”. Myślę, że pslam ten jest pięknym i prawdziwym dziełem literackim i teologicznym. Rozpoczyna się od rozpaczy:

 

“Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił,

czemu pozostajesz głuchy na moje błagania, na jęk moich słów?

Boże mój, wołam za dnia, a Ty nie odpowiadasz,

i w nocy, a nie znajduję ukojenia.”

 

A kończy nadzieją i zaufaniem

 

“Ubodzy najedzą się do syta

i będą wielbili Jahwe ci, którzy Go szukają,

a serce ich niechaj ożyje na wieki!”

 

Wydaje mi się, że psalm ten był w  jakimś stopniu pisany “na chłodno”, z dystansu, jest owocem doświadczeń, ale też rozmyślań, zawiera naukę dla ludzi. Jednak w trakcie ludzkiego doświadczenia zwątpienia, rozpaczy, cierpienia ta druga część psalmu - i ludzkiego doświadczenia - wyrażającego nadzieję, może zupełnie zniknąć z horyzontu.

 

Słowa, które Jezus wypowiada w Ewangeliach nie mogą służyć do dywagacji na temat jego stanu psychicznego, stanu duszy. Są zapisane, aby zbliżać się do Boga, do Zbawienia.

 

Z drugiej jednak strony, w przytoczonych słowach z kazania widzę lęk przed tym, aby ludziom nie przemknęło przez myśl, że Jezus mógł mieć chwile zawahania, braku sensu, zwątpienia, poczucia porażki.

 

Myślę, że jest prawdą, że szeroko rozpowszechniony jest nurt, który podobno naukowo-teologicznie nazywa się monofizytyzm praktyczny. Wprawdzie przyznaje się, że Jezus miał ciało, odczuwał głód, zmęczenie, radość, smutek, ból, strach. Jednak jednocześnie twierdzi się, że miał całkowitą jasność i wiedzę na temat przebiegu swojej misji (swojego życia), jej sensu, sensu każdego wydarzenia. Doskonale znał myśli, stan innych ludzi oraz w pełni panował nad rozwojem wydarzeń - także na krzyżu. Wobec powyższego dla mnie osobiście słowa, że “stał się podobnym do nas we wszystkim, oprócz grzechu” stają się nieprawdziwe, a nawet drwiące.

 

Choć w ludzkim życiu bardzo ważne są odczucia i cierpienia cielesne oraz emocjonalne, to jednak bardzo ludzkie i ważne są także chwile rozpaczy, zwątpienia, niejasności co do sensu wydarzeń w naszym życiu, sensu życia, śmierci, a także problemy i trudności z interpretacją, odczytaniem innych ludzi oraz brak wpływu na wydarzenia w życiu, poczucie braku kontroli,

 

Jezus, który tych powyższych ludzki stanów i cierpienia wydaje mi się dużo bliższy, prawdziwszy. Myślę, że stwierdzenie, że Jezus zwątpił nie jest bzdurą.