Problem z dokumentem o patriotyzmie

Problem z dokumentem o patriotyzmie


Z recepcją dokumentu Konferencji Episkopatu Polski na temat chrześcijańskiego kształtu patriotyzmu jest pewien problem. Polega on na tym, że środowiska liberalno-lewicowe, którym generalnie z nauczaniem katolickim nie jest po drodze, zareagowały na dokument entuzjastycznym wrzaskiem, że oto wreszcie biskupi dają odpór polskim nacjonalistom i prawicowcom, czyli wiadomo komu…

„Wyborcza” chwali biskupów i domaga się dalszej twardej walki o postęp. „Na taki głos czekaliśmy długo. Dobrze, że ten dokument powstał, bo jego brak ośmielał księży, którzy z ambon mówią językiem lat 30. (…) Fali ksenofobii nie da się zatrzymać jednym dokumentem. Trzeba to powtarzać wytrwale z każdej ambony w każdej parafii” – wzywa M. Wilgocki w tekście „Polski Kościół przeciw nacjonalizmowi. Nareszcie”. Dziennikarz roztacza wizję Polski, w której – jego zdaniem – coraz więcej rasizmu, przestępstw z nienawiści. Grzmi, że językiem rasistowskim mówią nie tylko narodowcy, ale także „konstytucyjni ministrowie rządu”.

Nie mogło zabraknąć głosu prof. Hartmana. Ów lewacki guru z Krakowa, dla którego konkordat jest „aktem zhołdowania Polski Stolicy Apostolskiej”, stwierdził na falach Polskiego Radia: „Sam fakt, że tak bardzo zdystansowana do liberalnej demokracji i nowoczesności instytucja [Kościół] wydaje taki dokument, to ogromna satysfakcja i ogromne zwycięstwo etyki liberalno-demokratycznej”. No cóż! Raczej trzeba mieć wątpliwości, czy polscy biskupi chcieli przyłożyć rękę do zwycięstwa „etyki liberalno-demokratycznej”. Hartman nie ma za to wątpliwości, że tekst biskupów jest adresowany do księży nacjonalistów, polityków skrajnej prawicy, a także do „najsilniejszego człowieka polskiego Kościoła Tadeusza Rydzyka”.

Do kogo jest adresowany dokument, nie ma też wątpliwości red. Żakowski, który przypuszcza, że „księża biskupi chcą wskazać władzy, że sianie nienawiści i wrogości, obojętności na cierpienie uchodźców i mniejszości, […] jest złe”. Cieszy się także były ksiądz, Obirek. Cytuje co bardziej pasujące mu fragmenty tekstu biskupów, po czym konkluduje: „Mam nadzieję, że teraz jest jasne, dlaczego ja, kulturowy i niepraktykujący katolik, odnajduję w tych słowach mój własny Kościół”. Zaraz jednak wskazuje, że ma świadomość, że niestety polskich katolików nie kształtują „dokumenty, nawet najbardziej światłe, nielicznych rozsądnych biskupów, jak Józef Kupny”. Tak na marginesie, to na podstawie tego, co z poglądów Obirka do mnie dociera poprzez internet, powiedziałbym, że jest on raczej kulturowym marksistą, a nie kulturowym katolikiem. A kulturowemu marksizmowi nie jest po drodze z umiłowaniem polskości.

Red. Wojciech Maziarski docenia treść dokumentu biskupów, ale na łamach „Wyborczej” martwi się hipokryzją władz kościelnych. Jego zdaniem biskupi dystansując się od nacjonalizmu „dystansują się od dokonań własnego Kościoła”. Bo to przecież agitujące duchowieństwo przyczyniło się do zwycięstwa PiS, a Radio Maryja i Telewizja Trwam wciąż udzielają wsparcia obozowi narodowemu. Dlatego – zdaniem Maziarskiego – dokumentowi powinna towarzyszyć samokrytyka biskupów. I zapewne mocne postanowienie poprawy.

Jest prawdą, że w tekście biskupów nie ma rozróżnienia między nacjonalizmem a szowinizmem i w konsekwencji pojęcie „nacjonalizmu” używane jest w sensie zdecydowanie negatywnym, z czym oczywiście można dyskutować, co zrobili np. prof. Żaryn, czy też posłanka Pawłowicz. Tym niemniej wszystkim lewicowo-liberalnym propagandystom chciałbym powiedzieć, że celem tekstu biskupów o patriotyzmie nie jest wspieranie ich w walce ze znienawidzonym przez nich PiS-em, ale wezwanie wszystkich środowisk w Polsce do rozwijania zdrowego, pięknego i jakże potrzebnego patriotyzmu. Na miejscu „Wyborczej” i innych tego rodzaju ośrodków zrobiłbym więc rachunek sumienia. Nie innym, ale sobie. Pytanie podstawowe brzmi: Czy nasza działalność w III RP przyczyniła się do budowania postaw prawdziwie patriotycznych? Pytania pomocnicze: Czy nie przyczynialiśmy się do obrzydzania polskiej historii i wiary? Czy nie szerzyliśmy kosmopolityzmu i bezkrytycznego zachwytu zachodnimi modami? Czy nie rozmywaliśmy różnicy pomiędzy patriotami bohaterami a zaprzańcami?

(tekst opublikowany w tygodniku "Idziemy" pod tytułem: "Wyborcza chwali Episkopat")

Zgłoś post do moderacji