„Tolerancja” wg. „religii miłości i pokoju”.


Pewnie znowu mnie ktoś posądzi o „mowę nienawiści”, bo przecież w dzisiejszych czasach każdy, kto pisze prawdę (czasami ostro i dosadnie), kto nie płynie z nurtem „politycznej poprawności” i nie wpisuje się w narrację tych z tzw. „kościoła otwartego” – jest człowiekiem nienawistnym, rasistą, ksenofobem i czym tam jeszcze. Za takich uważa się także tych, którzy cenią sobie tradycyjne wartości, są patriotami kochającymi swoją Ojczyznę i dlatego sprzeciwiają się temu aby do Polski wpuszczono tzw. „uchodźców”, którzy przecież nie kryją, że chodzi im o inwazję i utworzenie w Europie kalifatu. Być może jest to duże uproszczenie, jednak świadczą o tym niezliczone wypowiedzi owych „biednych uchodźców”, a przede wszystkim ciągle powtarzające się zamachy terrorystyczne, niezliczone gwałty, grabieże itd.

Za rasistę i ksenofoba uważa się każdego, kto uważa, że islam nie jest „religią miłości, pokoju i tolerancji”. Kto ma odwagę wskazywać na źródła jego powstania, które dalekie są od miłości, pokoju i tolerancji.

Ja, swoje osobiste negatywne nastawienie do muzułmanów, opieram nie tylko na wiadomościach czerpanych z mediów, ale na własnych doświadczeniach. Na tym, czego doświadczyłem, co widziałem, podczas swoich podróży do krajów (Egipt, Tunezja, Turcja...), gdzie muzułmanie stanowią większość, albo (tak jak w Ziemi Świętej) zajmują określone terytoria.

O tym jak muzułmanie są „tolerancyjni” przekonałem się (zresztą nie pierwszy raz) podczas swojej ostatniej pielgrzymki do Ziemi Świętej w maju.

W programie pielgrzymki nie ma wejścia na Wzgórze Świątynne, miejsce gdzie kiedyś stała Świątynia Jerozolimska, a obecnie jest to miejsce święte islamu z Sanktuarium Kopuły na Skale i meczetem Al-Aksa. Jednak jeśli czas mi na to pozwala, to staram się zaprowadzić tam pielgrzymów, gdyż tam przecież nauczał Pan Jezus, nawiedzał wielokrotnie to miejsce, kochał je jak każdy praktykujący Żyd…

Teren Wzgórza Świątynnego jest dostępny dla „niewiernych” jedynie cztery godziny w ciągu dnia. Wchodzi się tam jedynym wejściem, po specjalnej rampie i odbyciu drobiazgowej kontroli, której dokonuje policja izraelska i jordańska. Od kobiet wymagany jest skromny stój (zakryte ramiona, dekolty, spódnice lub spodnie poza kolana) i jest to normalne. Jednak już podczas tej kontroli można doświadczyć muzułmańskiej „tolerancji”. Nie można mieć ze sobą żadnych przedmiotów religijnych związanych z chrześcijaństwem (różańców, krzyżyków, modlitewników, Pisma św. itd.). Wszystkie tego typu dewocjonalia są zabierane (no chyba, że umkną uwadze kontrolujących).

W grupie, której przewodziłem miałem dwu Ojców Kapucynów. Przez cały czas trwania pielgrzymki chodzili oni w habitach. Udając się na Wzgórze Świątynne, tak jak Pan Jezus, schodziliśmy z Góry Oliwnej, gdzie w kościele Dominus flevit odprawiliśmy Mszę św. Stąd w plecakach Ojcowie mieli stuły i tu zaczęły się problemy. Jordańczyk, gdy zobaczył stułę narobił rabanu i ją zabrał. Jedynie dzięki uprzejmości drugiego strażnika – Żyda, udało mi się ją zabrać. Zachował się on bardzo kulturalnie i grzecznie. Gdy muzułmanin nie widział, zwinął ja i podał mi pod stołem, abym szybko ją schował do swojego plecaka.

To nie był koniec lekcji „tolerancji” jakiej doświadczyliśmy od wyznawców „religii miłości i pokoju”. Gdy już weszliśmy na teren Wzgórza, po moim komentarzu i wspólnym zdjęciu, dałem pielgrzymom czas wolny wyznaczając miejsce zbiórki. Po pewnym czasie zauważyłem, że Ojcowie szybkim krokiem kierują się w stronę wyjściowej bramy, która wychodzi na kościół św. Anny przy Bramie Lwów. Zaraz po tym podeszły do mnie dwie panie i opowiedziały mi, że muzułmanie zażądali (w mało kulturalny sposób) od Ojców, aby zdjęli habity. Ponieważ Ci jednak odmówili, to ich najzwyczajniej w świecie wygnano!

Nie musiałem i ja długo czekać. Zawsze chodzę w czasie pielgrzymek albo w sutannie albo w koloratce. Tym razem byłem w koloratce. Podszedł do mnie jeden ze strażników muzułmańskich i kategorycznie zażądał  abym ściągnął koloratkę. Gdybym był sam postąpiłbym jak Ojcowie i wyszedł, jednak ponieważ musiałem czekać na grupę, uległem wobec przemocy.

Na tym nie był koniec. Później jedna z Pań opowiadała mi, że została zelżona przez jednego z muzułmanów za to, że nie miała nakrytej głowy, pomimo iż nakrycia głowy wobec turystek się nie wymaga.

Tak właśnie wygląda „tolerancja” wg. islamu! To są FAKTY! Czy wyobrażacie sobie państwo taką sytuację wobec jakiegoś muzułmanina, którego wygoniono by z kościoła?! Jaki byłby wrzask! Muzułmanie jak się okazuje mogą nawet bezkarnie profanować nasze święte miejsca. Nie chcę tu przytaczać przykładów, pełno jest ich w Internecie.

Zresztą „tolerancji” muzułmańskiej doświadczyłem już nie raz. Kilkakrotnie byłem opluty, zwyzywany od „niewiernych psów” itd. Nie są to jakieś odosobnione przypadki. Muzułmańskiej „tolerancji” doświadczyłem również w Turcji i Egipcie.

Niech to jednak nikogo nie zniechęca do pielgrzymowania do Ziemi Świętej. WRĘCZ PRZECIWNIE! Każdy katolik powinien przynajmniej raz w życiu udać się z taką pielgrzymką, aby nie tylko nawiedzić miejsca uświęcone obecnością Pana Jezusa, Matki Bożej, Apostołów…, ale także aby wspierać żyjących tam chrześcijan. Aby uświadomić żyjącym tak muzułmanom, że są tam jedynie zwykłymi najeźdźcami, którzy kilka wieków temu najechali te ziemie i tak jak inne zawłaszczyli. To samo robią dziś z Europą

Niech te opisane wyżej zdarzenia uświadomią nam, że tolerancja (ta właściwe rozumiana) ma swoje granice. Jak również i to, że „tolerancja” nie może nas zaślepiać na ewidentne zło, któremu powinniśmy się otwarcie przeciwstawić i powiedzieć DOŚĆ! Ani kroku dalej. Tolerancja działa bowiem w obie strony!

Zgłoś post do moderacji