Modlitwa rodzi się z widzenia i do niego prowadzi (Mk 12,13-17)


Do pytających się, czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie, Jezus mówi: „Chcę zobaczyć”. Słowa Jezusa odnieść można również do modlitwy.

Człowiek się modli, ponieważ już w punkcie wyjścia widzi jej sens. To wiara przekonuje go o jej potrzebie, wręcz konieczności i zarazem skuteczności. To jednak nie wystarcza. Kto się modli, chce widzieć jeszcze więcej, jeszcze wyraźniej dostrzegać chce skutki swojej modlitwy. Wiara daje mu widzenie wewnętrzne, które chce poszerzyć o widzenie zewnętrzne i dotykać owoców swojej modlitwy. Chce widzieć jej owoce w swoim życiu, w swojej rodzinie czy miejscu pracy, w Kościele czy kraju, w którym mieszka. Modlitwa rodzi się z widzenia i do widzenia prowadzi.

Legenda głosi, że Syreny, czarujące mieszkanki pewnej wyspy na zachodzie wielkich wód, w połowie kobiety a w połowie ptaki, czarem swego śpiewu uwodziły nieodparcie żeglarzy przepływających przez wąską cieśninę morską, doprowadzając do tego, że wszyscy ginęli rozbici o skały.

Podczas swej powrotnej podróży Ulisses zatkał woskiem uszy swych towarzyszy, aby nie słyszeli śpiewu i nie dali się uwieść. Sam natomiast kazał się mocno przywiązać do masztu, aby usłyszeć głos Syren, nie doznając jednak katastrofalnych konsekwencji.

            Orfeusz natomiast zaintonował bardziej melodyjną pieśń, która zaczarowała Syreny pozostawiając je skamieniałe i nieme.

            Nasze życie jest niczym wąska cieśnina morska, krótka, ale o burzliwych falach. Świat natomiast, pełen przelotnych przyjemności, zachowuje się jak Syreny, które swoim śpiewem uwodzą żeglarzy. Chcą zawrócić ich z drogi do bezpiecznego portu, do domu. Kto ulega złudnym pokusom świata – ginie, kto zaś zdoła się im oprzeć – ocala życie. Lecz w jaki sposób obronić się przed tym, co proponuje świat, a co bardzo często nie jest trwałe? Jak wytrwać w dobrym? Jak bezpiecznie zawinąć do portu trwałego szcześcia? Tylko poprzez modlitwę. Daje ona zarówno widzenie, jak i wytrwanie.

Kto się modli, wiąże się mocno z Bogiem i Jego wartościami. Widzi już teraz Jego obecność w swoim życiu, odkrywa ją w tym, co dzieje się wokół, w osobistej historii życia i innych, ciągle ją jednak pogłębiając. Wytrwała modlitwa zamyka jego uszy na złudne głosy, płynące ze świata, aby słyszeć to, co ma mu do powiedzenia Bóg.

Kto się modli, śpiewa bardziej melodyjną pieśń od pieśni, którą nuci świat. Jest niczym Orfeusz, który potrafi zaczarować przelotne uroki świata, sprawić, że nagle świat staje się niemy, a zaczyna przemawiać Bóg. Odtąd już nie świat pociąga ludzi i prowadzi ich do katastrofy, ale modlący się pociąga świat, prowadząc go na drogę, która wiedzie do Boga.

Stańmy się takimi piewcami w czasie wakacji i na całe życie.