„Teologiczna homeopatia”

„Teologiczna homeopatia”


Do napisania tego tekstu skłoniła mnie lektura artykułu o. Dariusza Kowalczyka, który opublikował „Gość Niedzielny”. Jego tytuł brzmi: Generał jezuitów wyjaśnia (GN 26/2017). W tekście tym Autor odpowiada ks. prof. Pawłowi Bortkiewiczowi na jego zarzut, że Generał jezuitów dopuścił się herezji.

Nie jest moim zamiarem rozstrzygać, kto w tym sporze ma rację. Doskonale rozumiem o. Dariusza Kowalczyka, który broni swojego przełożonego (choć ja osobiście raczej bym chyba w tym względzie zamilknął, ale to jest moje zdanie). Rozumiem również zarzuty stawiane przez ks. prof. Pawła Bortkiewicza. Nie chcę dołączać do tego sporu, choć polecam lekturę komentarzy pod wpisem o. Dariusza na FB. Jest niezwykle zajmująca (https://www.facebook.com/dariusz.kowalczyk.104/posts/1400120043357897) i dająca wiele do myślenia.

Ja chcę się skupić nad pewnym fenomenem, który ostatnimi czasy pojawił się w Kościele i dotyczy on wypowiedzi najwyższych hierarchów (jak choćby wspomnianego Generała xx. Jezuitów). Fenomenem, moim skromnym zdaniem, niebezpiecznym i wprowadzającym chaos i niepewność.

Dotychczasowe jasne i konkretne wypowiedzi Kościoła, które wskazywały jednoznaczny kierunek drogi, którą powinien kroczyć chrześcijanin, zastępuje się nowymi, dość enigmatycznymi pojęciami jak np. „rozeznanie”, bez jednoczesnego podawania klarownych kryteriów tego rozeznania. Wprowadza się niemal bałwochwalczy kult wolności człowieka, który ma zabarwienie subiektywizmu moralnego.

Dotyczy on wypowiedzi najwyższych hierarchów kościelnych, które częstokroć są wypowiedziami niejednoznacznymi, mało precyzyjnymi, i stąd, dającymi szerokie pole interpretacji i manipulacji, które nie zawsze są zgodne z dotychczasowy, niezmiennym i jasnym, nauczaniem Kościoła.

A gdy już się „mleko rozleje” i sami, prości ludzie kierując sie zdrowym sensus fidelium, zaczynają protestować, że „coś jest nie tak” z wypowiedzią takiego czy innego hierarchy, to wtedy zaczynają sie pokrętne tłumaczenia. A tych przecież można by uniknąć, no chyba, że... komuś zależy na wprowadzaniu takiego chaosu i zamieszania.

 

Co mam na myśli używając terminu „teologiczna homeopatia”?

Przypomnijmy najpierw na czym polega homeopatia. Homeopatia polega na tym, że osoba chora przyjmuje substancje wielokrotnie rozcieńczone, które w większej dawce spowodowały takie objawy, jak sama choroba. W mniejszej wykazują właściwości lecznicze. Ta zasada nazywa się zasadą simile, czyli podobne leczy się podobnym.

Obecnie niektórzy teolodzy i hierarchowie stosują dwojaką „teologiczną homeopatię”. Jedni tak konstruują swoje wypowiedzi, że dotychczasowe niezmienne i jasne prawdy wiary i nauczanie Kościoła „rozcieńczają” do tego stopnia, że wierni (całkowicie słusznie) zaczynają się zastanawiać, co właściwie jest prawdą? Jaką drogą mają podążać? Czego się trzymać? Lub zaczynają dociekać, co dany hierarcha chciał prze to powiedzieć.

Drudzy, jak w homeopatii, chcą leczyć podobne podobnym. Serwują więc wiernym „rozcieńczony grzech”, „łagodzą” w imię fałszywie pojętego miłosierdzia, obowiązujące dotychczas zasady moralne (np. w sferze seksualnej, czy nierozerwalności małżeństwa) i sądzą, że w ten sposób odpowiadają na „znaki czasu”, że spowodują tym to, że te zabłąkane owce powrócą do Owczarni! Nic bardziej mylnego! To po prostu nie działa! Tak samo jak i nie działa homeopatia!

Szczerze brakuje mi jasności i precyzji przekazu jaki charakteryzował nauczanie św. Jana Pawła II, a później jeszcze bardziej całe nauczanie (to przed i po wyborze na papieża) Benedykta XVI. Jestem już zmęczony i poirytowany nieustannym „domyślaniem się”, co ten czy inny hierarcha miał na myśli wypowiadając się na jakiś temat.

 

Kto kogo dziś prowadzi?

Jadąc z pielgrzymami do Ziemi Świętej, w okolicach Betlejem albo na pustyni Judzkiej (zwłaszcza na wiosnę, gdy pustynia zakwita – cudowny widok!), lubię obserwować tamtejszych pasterzy, którzy prowadzą swoje stada. Pasterz zawsze idzie na przedzie, prowadzi swoje owce, wybiera dla nich najlepsze miejsca na pastwisko, szuka wodopoju, dba o nie, a gdy któraś oddali się od stada – to zaraz ją nawołuje, aby wróciła do owczarni. Patrząc na takie obrazki przypomina mi się opis z Ewangelii wg. Św. Jana: owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je.  A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają.  Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych».  (J 10,2-5)

Takie jest zadanie pasterza – prowadzić! To on wybiera i wskazuje kierunek, a owce mają go słuchać, ufają mu, znają jego głos. A jak to jest dzisiaj z Owczarnią Chrystusa?

Coraz częściej odnoszę wrażenie, że niektórzy pasterze wloką się dzisiaj gdzieś na końcu powierzonego im stada i patrzą, gdzie te owce (a może barany) pójdą, co zrobią i co powiedzą. Na swoje usprawiedliwienie, ci „pasterze”, mówią, że oni są otwarci i wsłuchują się w głos ludu, odczytują „znaki czasu” (to takie bardzo modne dzisiaj sformułowanie pod które można podpiąć absolutnie wszystko).

Chcąc być „tolerancyjni”, „miłosierni” i „otwarci” zaczynają kombinować przy Ewangelii i „odczytywać” ją na nowo. Dostosowując ją do wymogów naszych czasów. Oczywiście w owym „odczytywaniu” skrzętnie pomijają te wypowiedzi Chrystusa, w których nasz Pan jednoznacznie grzech nazywa po imieniu. Ci pasterze zamiast stawiać konkretne wymagania zawarte w Ewangelii, wolą podlizywać się swoim owieczkom i stają się sacercelebrytami, na których gdy się patrzy zasadnym staje się pytanie: czy on jeszcze wierzy?

Częstokroć głos owych pasterzy jest mało słyszalny, jakiś niewyraźny, nieklarowny i dlatego bywa, że owce nie znają głosu swojego pasterza i dlatego idą za innym, który ma większą siłę przebicia.

* * *

Owi specjaliści od „teologicznej homeopatii” zapominają jednak jakie jest ich zadanie, do czego zostali powołani. Dlatego lękiem powinny ich napawać słowa Chrystusa, który wyraźnie stwierdza: Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi (Mt 5,13)

Zgłoś post do moderacji