„Człowieku, któż mnie ustanowił sędzią nad wami?” (Łk 12,14)


Klub Inteligencji Katolickiej w Warszawie zaapelował do Konferencji Episkopatu Polski o zajęcie „zdecydowanego stanowiska w sprawie prób zmian ustrojowych” w Polsce. Czy biskupi powinni odpowiedzieć na ten apel?

 Treść apelu czytelnik przeczyta tu (http://www.kik.waw.pl/aktualnosci-kik/apel-kik-do-konferencji-episkopatu-polski/). Nie jest to wpis, którego celem jest przeniesienie sporu politycznego na areopag21. Jednak przemilczenie moich poglądów przy odpowiedzi na postawione pytanie byłoby i sztuczne, i nieuczciwe wobec czytelnika, więc karty na stół. Podzielam diagnozę Prawa i Sprawiedliwości polskiego sądownictwa z wyjątkiem oskarżeń o dziedziczenie standardów PRL-owskich (ale za lepsze ujęcie tej krytyki mam wypowiedzi prof.Ewy Łętowskiej, byłej sędziny TK (http://krytykapolityczna.pl/kraj/letowska-panstwo-prawa-pis/; nie oburzają mnie też oskarżenia en bloc sędziów o niskie standardy etyczne, bo jeden z nich ukradł pendriva w sklepie – to jest poziom Gazety Wyborczej stawiającej znak zapytania przy wszystkich księżach, bo jeden z nich okazał się potworem). Ale podzielam też pogląd PiSu, że sędziowie są niezdolni do wewnętrznej odnowy, bo mieli na to co najmniej 8 lat spokoju ze strony biernej Platformy i nic nie zrobili, czuli się świetnie, czego I prezes SN M.Gersdorf nie potrafi zamaskować w swoich obecnych wypowiedziach. Jednak mandat PiSu do przeprowadzenia swoich zamiarów bez oglądania się na resztę społeczeństwa jest taki sam, jaki miała Platforma do przegłosowania konwencji anty-przemocowej lub podwyższenia wieku emerytalnego. I to, i to było zwykłą parlamentarną „przemocą arytmetyczną” uprawnioną formalnie, ale bez wystarczającego mandatu społecznego i moralnego do zrealizowania swojej woli w 100% przy całkowitym zignorowaniu głosów odmiennych w zakresie zmian wykraczających poza bieżące rządzenie krajem. Przyznanie prokuratorowi generalnemu po słusznym, w mojej opinii połączeniu ze stanowiskiem ministra sprawiedliwości, wpływu na sądownictwo narusza trójpodział władzy, w szczególności przyznanie przez władzę ustawodawczą władzy wykonawczej możliwości usuwania sędziów w innych przypadkach, niż popełnienie przestępstwa (dobrze to uzasadnił Piotr Zaremba w Przewodniku Katolickim https://www.przewodnik-katolicki.pl/Archiwum/2017/Przewodnik-Katolicki-29-2017/Opinie/Lekarstwo-gorsze-od-choroby; polecam także artykuł Krzysztofa Jankowiaka na portalu Więzi http://laboratorium.wiez.pl/2017/07/23/prawo-wbrew-konstytucji/). Także ekspresowy tryb pracy nad tak fundamentalną ustawą, którego PiS nie czuje się zobowiązany publicznie uzasadnić nie jest propaństwową postawą. Pośpiech, w jakim przeprowadzono tak poważną zmianę ustrojową pozbawia w moich oczach PiS przewagi etycznej, jaką im sprezentowała Platforma swoją polityką ciepłej wody w kranie.

 Przechodząc do zasadniczej kwestii, jestem przekonany, że powierzenie wpływu na sądy prokuratorowi generalnemu jest niezgodne z katolicką nauką społeczną. W Kompendium KNS wydanym przez watykańską komisję Iustitia et Pax w paragrafie 402 w kontekście polityki karnej państwa czytamy następującą, afirmatywną konstatację: „Konstytucje nowoczesnych państw, określając relacje, jakie powinny istnieć między władzą prawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, gwarantują tej ostatniej niezbędną niezależność w ramach systemu prawnego”.

 Jan Paweł II wielokrotnie podtrzymywał takie stanowisko Kościoła, począwszy od encykliki Centesimus annus aż po list do biskupów włoskich „Wobec wyzwań współczesności” z 1994 r. W wypowiedzi do kongresu sędziów włoskich w 2000 roku papież powiedział: „Cywilizacja prawna, państwo prawa i demokracja godna tego miana odznaczają się zatem nie tylko poprawną strukturą prawodawstwa, ale przede wszystkim tym, że jest ono zakorzenione w nakazach dobra wspólnego i w powszechnych zasadach moralnych, wpisanych przez Boga w serce człowieka. Na tym tle zyskuje wielkie znaczenie także podział władzy typowy dla nowożytnego państwa demokratycznego, w którym władza sądownicza istnieje obok władzy prawodawczej i wykonawczej, pełniąc swoją autonomiczną funkcję, chronioną przez konstytucję. Równowaga między tymi trzema władzami, z których każda ma określone kompetencje i zakres odpowiedzialności, tak że jedna nie dominuje nigdy nad drugą, jest gwarancją prawidłowego funkcjonowania demokracji.”

 Wobec powyższego za strusiową uznaję wypowiedź rzecznika episkopatu ks. Pawła Rytla-Andrianika przy okazji apelu o porozumienie między politykami, że "sprawy dotyczące zmiany systemu sądownictwa nie leżą w kompetencjach Kościoła”. Właśnie, że leżą! To kolejny objaw dobrowolnej abdykacji Kościoła przy pierwszych lepszych trudnościach, sekularyzacja kolejnego obszaru życia społecznego na życzenie biskupów, tak jak biskupi „odpuścili” sobie wcześniej stosunki pracy, o czym pisałem tu http://ciompa.areopag21.pl/post/3996/o-rzeczach-nienowych-na-nowo-czi.

 Przechodząc do zasadniczej kwestii zastrzegam, iż nie zamierzam rozpatrywać pragmatycznie, czy zabranie głosu Kościołowi będzie się opłacać czy nie. Czy J.Kaczyński swoją polityką utrwali, a może umocni Polskę w obecnym, bliskim większości biskupów konserwatywnym przechyle, czy też przyczyni się do powtórzenia fenomenu Zapatero w Polsce, czyli antykatolickiej rewolucji? Zależnie od intuicji, bo przecież nie wiedzy każdego obserwatora, można dowodzić zarówno opłacalności milczenia, jak i odcięcia się od „dobrej zmiany” by ograniczyć szkody przyszłej reakcji. Moim zamiarem jest szukanie jak potrafię najlepiej prawdy, a nie korzyści.

 Wobec oczywistości naruszenia „rekomendacji” nauki społecznej Kościoła nie można odesłać apelu KIKu o zajęcie stanowiska przez episkopat do kosza pod pozorem, że nie jest to kompetencja Kościoła, jak utrzymuje rzecznik episkopatu. Apel ten wymaga poważnego ustosunkowania się z tego samego powodu, dla którego oczekujemy od sędziów tłumaczenia się ze swoich wyroków – i jedno, i drugie wynika z szacunku do „braci mniejszych”. Potrzebna jest refleksja, czy to naruszenie zasad katolickiej nauki społecznej jest wystarczająco rażące w porównaniu do innych naruszeń, o których Kościół w ostatnim ćwierćwieczu milczał, a jeśli tak, to czy kontekst sprawy pozwala na sformułowanie go w sposób zrozumiały dla społeczeństwa bez wikłania się w spór polityczny i udzielenia poparcia dotychczasowym rozwiązaniom, które wcale nie są „jedynie katolickimi”.

 Generalnie, Kościół inaczej niż w przypadku sporów światopoglądowych nie zajmował dotychczas stanowiska w sprawach społecznych będących przedmiotem bieżących (to nie znaczy mało ważnych) kontrowersji politycznych. Wynika to w pierwszej kolejności z relatywnie niskiej rangi nauczania społecznego w nauczaniu Kościoła. To zrozumiałe, Kościół jest organizacją społeczną ubocznie w stosunku do swojej podstawowej misji. Milczenie Kościoła w sprawie Sądu Najwyższego jest konsekwentną kontynuacją dotychczasowej linii, trudno więc oskarżać biskupów o podwójne standardy. Owszem, można dyskutować czy sprawa naruszenia trójpodziału władzy nie jest nadzwyczajnie poważna, co uzasadniałoby porzucenie milczenia i zabranie głosu, ale dyskusja ta nie skończy się jednoznaczną opinią.

 W takim przypadku pomocniczo wchodzą do gry inne argumenty. Czy opozycja nie zinstrumentalizowałaby stanowiska Kościoła do poparcia dotychczasowego status quo i pośredniej obrony ustawiających kasację w Sądzie Najwyższym sędziów Pietrzkowskiego z SN i Moraczewskiego z NSA, czy sędziego Łączkowskiego skazującego Mariusza Kamińskiego i przyłapanego na politykowaniu z T.Lisem? Skoro twarzą obrony SN Platforma uczyniła Borysa Budkę, ministra sprawiedliwości w rządzie PO, któremu towarzyszą inne osoby identyfikowane z ancien regime wymiaru sprawiedliwości (I prezes SN M.Gersdorf w odróżnieniu od E.Łętowskiej w sztandarowej wypowiedzi w debacie sejmowej nawet półgębkiem nie chciała uznać potrzeby nawet niewielkich zmian), to dlaczego Kościół ma ryzykować akcję polityczną, jeśli opozycja nie stara się stwarzać warunków apolityczności (może lepiej napisać „ponadpolityczności”) takiej interwencji?

 W swoim stanowisku (http://www.kik.waw.pl/aktualnosci-kik/glos-klubu-inteligencji-katolickiej-w-warszawie-w-sprawie-dzialan-godzacych-w-niezaleznosc-sadownictwa-w-rzeczypospolitej-polskiej/) w sprawie „reformy” Sądu Najwyższego wydanym kilka dni wcześniej przed apelem do episkopatu, KIK nie dystansuje się od obecnej kondycji wymiaru sprawiedliwości, a w apelu do episkopatu wręcz chwali dorobek Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego. Owszem, nie jest to dorobek jak przedstawia PiS wyłącznie negatywny, może nawet obejmuje on więcej blasków niż cieni, ale cieni tych było zbyt wiele by poprzestać na status quo.

 Katoliccy obrońcy wymiaru sprawiedliwości powołują się na wyrok TK uchylający liberalizację aborcji w latach ’90. Owszem, to bliski także mi wyrok, ale niestety, mówmy prawdę, podjęty z nadużyciem prawa. Z bardzo ogólnej normy ochrony życia wyprowadzono zasadę, której władza ustawodawcza zdominowana wówczas przez postkomunistów z pewnością nie miała na myśli. TK wystąpił wtedy i wiele razy później jako trzecia izba parlamentu dokonując inwazji na teren władzy ustawodawczej czego tak bardzo obawia się J.Kaczyński. By czytelnik nie myślał, że inwazyjność władzy sądowniczej na tereny zastrzeżone dla władzy ustawodawczej występowała incydentalnie,  podam jeden z wielu przypadków szczegółowych. Jest nim np. wyrok TK demolujący ustawę powołującą rady pracowników na podstawie nieobecnej literalnie w Konstytucji a wyinterpretowanej przez sztukmistrzów z TK zasady tzw. negatywnej wolności związkowej. Notabene ta abstrakcyjna zasada została "pogwałcona" przez Prawodawcę w sposób domniemany w innym artykule Konstytucji, co świadczy o tym, że takiej zasady Ustawodawca nie znał, gdy uchwalał Konstytucję. Ale nic to, skład orzekający TK nie czuł się etycznie zobowiązany (na zasadzie „nie, bo nie, no i co mi zrobicie?”) odnieść się w uzasadnieniu wyroku i wytłumaczyć plebsowi dlaczego zastosował wyczarowaną na podstawie swojej wrażliwości nieistniejącą literalnie w Konstytucji normę prawną wbrew Ustawodawcy. To jest tylko jeden z nielicznych przykładów uzurpowania sobie przez sędziów funkcji władzy ustawodawczej, przeciw czemu przeciwnicy "reformy" PiSu nigdy nie protestowali (na marginesie, polski TK jest chyba jedynym w UE sądem konstytucyjnym, od którego wyroków nie ma odwołania do szerszego składu – obrońców TK i UE to rażące odstępstwo od norm europejskich jakoś nie boli).

Generalnie, opowiedzenie się KIKu za status quo czyni jego stanowisko, prawdopodobnie wbrew intencjom, politycznym głosem w debacie publicznej, poparciem opozycji – Borysa Budki i Grzegorza Schetyny, Ryszarda Petru, a także Stefana Niesiołowskiego, Romana Giertycha, Michała Kamińskiego i innych bardzo poważnych mężów stanu. Odpowiedź na apel KIKu w duchu w jakim ten apel sformułowano byłoby politycznym poparciem przez Kościół opozycji.

 W Ewangelii Łukasza (12, 13-15) znajdujemy następujący fragment. „Wtedy ktoś z tłumu rzekł do Niego: Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem. Lecz On mu odpowiedział: Człowieku, któż Mię ustanowił sędzią albo rozjemcą nad wami? Powiedział też do nich: Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości (…)”. Czy Jezus był niewrażliwy na krzywdę swojego ucznia? Nie, ale odsłonił mu prawdę, że tak samo wiąże swoje szczęście z pieniądzem jak brat, który go okradł. Ich serca się nie różnią. A serca wszystkich ludzi to pierwsza troska Kościoła. Opowiadając się po jednej ze stron Kościół jednych uprzedzając do siebie by zgubił, drugich potwierdzając ich błędne motywacje utwierdził w nieprawdzie. Dlatego mimo, że zmiany w wymiarze sprawiedliwości idą pod prąd katolickiej nauki społecznej, Kościół nie powinien zabierać głosu w sposób polityczny, a o to zwraca się KIK.

 Jest tylko jedno, poważne „ale”, które muszę dodać do powyższej konkluzji. Wielu biskupów od dawna czyni tyle „awansów” PiSowi, że w równy dystans do obu stron sporu nikt nie wierzy. W tych okolicznościach bierność, postawa neutralna jest zajęciem stanowiska politycznego, faktycznym opowiedzeniem się po stronie zmian idących przeciw katolickiej nauce społecznej tak, jak bierność w przypadku bójki silniejszego ze słabszym jest opowiedzeniem się po stronie silniejszego. Jak więc zastosować zacytowaną powyżej Ewangelię w tej sytuacji? Ja nie wiem. Niech zaproponują coś ci biskupi, którzy Kościół wmanewrowali w sytuację utrudniającą naśladowanie Jezusa i głoszenie Jego nauki.

 

[Podobna dyskusja już się na areopagu odbyła, dotyczyła jednak mediacji między stronami konfliktu ws. TK, a nie zajęcia przez Kościół jednoznacznego stanowiska; ale ponieważ część argumentów się pokrywa, zamieszczam link http://piotreyoum.areopag21.pl/post/5232/czy-kosciol-rozwiaze-spor-o-trybunal-konstytucyjny].