Dialogiczność modlitwy monologicznej. Opus posthumus Jana Berezy OSB


Na początku 2016 roku pojawiła się w ograniczonym obiegu książka Słuchaj, medytacja jest… Z o. Janem Berezą rozmowa post mortem, zredagowana przez Dariusza Hybla i o. Maksymiliana Nawarę OSB (Opactwo Benedyktynów, Lubiń 2016, ss. 231). To ważna publikacja o nadal niedocenionym w Polsce nurcie modlitwy. Nie jest to traktat z teologii duchowości. O modlitwie medytacyjnej mówi barwna postać mnicha. Urodzony w 1955 r. Mirosław Bereza, a po wstąpieniu do zakonu benedyktynów, Jan Bereza, przemówił znowu, po 5 latach milczenia, spowodowanego śmiercią 20 lutego 2011 r. Kolejne cegiełki słów w miarę wyimaginowanej rozmowy uzupełniają obraz, a raczej mozaikę, konstruując ją powoli z okruchów zbieranych po drodze jego życia. Forma rozmowy sprawia, że postać ta i jej przesłanie ożywa. Redaktorzy zastrzegają jednak, że nie chcą przedstawiać biografii o. Berezy, choć w książce zawierają wiele ciekawych szczegółów z jego życia; zresztą nie tylko jego – również z życia Kościoła końca XX wieku oraz mało znanej historii powstawania w Polsce nurtu modlitwy monologicznej i rodzenia się idei dialogu między religiami w naszym monoreligijnym społeczeństwie.

O. Bereza nie pozostawił po sobie zbyt wielu książek (wszystkie broszurowych rozmiarów). Z trudem znajdziemy w nich systematyczny wykład jego nauczania, syntezę jego doświadczeń i przemyśleń. Pozostało natomiast sporo krótkich tekstów, często niedokończonych, kilka biuletynów, a później pismo, wiele wywiadów, audycji radiowych, programów telewizyjnych, czy w końcu mnóstwo szkiców i notatek pozostawionych na komputerze. Dla o. Berezy ważny był dany moment, wydarzenie, spotkanie, mówienie do konkretnych osób. Dla niego doświadczenie duchowe (modlitewne czy międzyreligijne) rodziło się i rozwijało w tu i teraz. Ich utrwalanie w piśmie miało drugorzędne znaczenie. Mozolna i drobiazgowa, iście benedyktyńska, praca redaktorów sprawiła, że rozproszone i niedokończone teksty odzyskały swoich czytelników i inspirującą siłę.

Dwa wątki, w książce rozdzielone, przewijają się mimo to przez nią całą: modlitwa monologiczna oraz dialog międzyreligijny. Książka jest opowieścią o praktykowaniu obydwu. O. Berezę należy uznać za jednego z pierwszych, którzy dali podwaliny pod polską tradycję w obydwu obszarach. Dobrze wiedzieć, że ktoś gdzieś w małej miejscowości, w mało znanym klasztorze, już od lat 90. XX wieku toczył ożywiony dialog z mistrzami duchowości starożytnej i współczesnej, zachodniej i wschodniej, i to nie na poziomie akademickim – takich analiz znajdziemy wiele – ale właśnie na rzadkim poziomie codziennej praktyki i duchowego doświadczenia. Książka jest więc ważnym świadectwem żywotności ducha poszukującego żywego Boga. Kreśli portret osoby, której zdecydowanie nie wystarczało to, co oferował główny nurt chrześcijaństwa w Polsce w drugiej połowie XX wieku: katolicyzm masowy, różnorakie tradycyjne nabożeństwa i religijność ludowa, czy zaangażowanie społeczno-polityczne. O. Bereza był niemal wzorcowym przykładem poszukiwań, na które w Kościele polskim tamtych czasów tylko bardzo niewielu sobie pozwalało. Niewiele więc mógł znaleźć w nim pomocy. Jeszcze przed zakonem szukał w praktykach jogi i zenu, które w latach 70. i 80. XX wieku powoli przenikały do Polski. Paradoksem jest, że nieraz na marginalizowane nurty chrześcijańskiej duchowości poszukujący ludzie natrafiali okrężnymi drogami. Tak było z Berezą, który pisze: „przez Daleki Wschód dotarłem do benedyktyńskiego klasztoru i chrześcijańskiej medytacji” (s. 8). Już dużo wcześniej na Zachodzie i Dalekim Wschodzie poszukiwaczy podobnych do niego było bardzo wielu. Jednym z nich był o. John Main OSB, na którego nauki natknął się później Bereza. To pomogło mu odnaleźć ważne wskazówki dla praktykowania medytacji w tradycji chrześcijańskiej. Na jego drodze znalazł się również karmelita, o. J. Wysokiński OCD, który w połowie lat 80. XX w. odważył się w polskich warunkach inspirować swoją praktykę modlitwy Sadhaną jezuity, Anthony’ego de Mello SJ. Podobnie jak oni wszyscy, o. Bereza stale poszukiwał sposobów wykorzystania duchowego doświadczenia innych religii dla rozwoju chrześcijańskiej tradycji życia duchowego. Kryje się za tym wiara w potężnego Boga Jezusa Chrystusa, który działa zawsze i wszędzie, we wszystkich i wszystkim pozostawia ślady swej obecności i promieniowania swej mądrości i miłości.

Książka jest skarbnicą duchowych rad zarówno dla początkujących na drodze modlitwy monologicznej, jak i tych, którzy długo już nią idą. Przykładowo, tym zbytnio skupionym na technikach, Bereza mówi: „Ostatecznie medytacja jest darem i na pewno Bóg potrafi obdarzyć nas łaską w każdej pozycji ciała i w każdym miejscu” (s. 27). W innym miejscu dodaje: „Zawsze należy pamiętać, że modlitwa to najpierw miłość, oddanie; to, co bardziej wypływa z serca niż z metody” (s. 28). Wiele jest tu niezwykle trafnych odpowiedzi na pytania, wątpliwości, zastrzeżenia, które dzisiaj w niektórych środowiskach podnosi się co do praktyki tzw. medytacji chrześcijańskiej. Rady te jak i odpowiedzi łatwo znaleźć. Pozwalają na to pytania, które wielu może przeczuwa i chciałoby zadać, a które w książce sformułowane są przez o. Nawarę i D. Hybla, przyjaciół i kontynuatorów dzieła zainicjowanego przez o. Berezę. Zresztą, nie zawsze są to pytania. Czasami są to jakby domyślenia niedokończonych myśli; innym razem jakby syntetyczne ujęcie dłuższej wypowiedzi przez uczniów, którzy wiedzą, że powtarzanie jest drogą do lepszego zrozumienia; kiedy indziej to oni rzucają iskrę, którą dalej roznieca wywód o. Berezy. W ten sposób w miarę lektury rodzi się przekonanie, że modlitwa monologiczna (jednego słowa), nie jest monologiem (swego rodzaju skupieniem na sobie), ale raczej rodzi się z dialogu dwóch pielgrzymów, z których jeden trochę dłużej idzie drogą. Ostatecznie też staje się jasne, że monologiczność modlitwy medytacyjnej wiedzie do głębszego, bo pozasłownego, egzystencjalnego, dialogu ludzi między sobą, a przede wszystkim człowieka i Boga.

Te dialogi toczą się w książce na wielu poziomach. Wyimaginowana rozmowa odkrywa przed czytelnikiem wielość dialogów, które o. Bereza prowadził po to, aby głębiej zrozumieć i praktykować spotkanie z Bogiem i z innym człowiekiem. Świadczą o tym przypisy zawarte w książce. Z uznaniem trzeba zwrócić uwagę na pieczołowicie opracowane odnośniki różnego rodzaju, również te komentujące i rozszerzające. Imponująca jest ich liczba: 330. Ukazują one o. Berezę w dialogu z tekstami Pisma Świętego i Ojcami Pustyni czy Ojcami Kościoła, nauczaniem Magisterium Kościoła, jak również z chrześcijańskimi i niechrześcijańskimi autorami dawnymi i współczesnymi. Rozmówcy o. Berezy starali się zidentyfikować ten materiał, często cytowany przez benedyktyna z pamięci, niedokładnie i bez odniesień.

Można odnieść wrażenie, że dla redaktorów książki rozważnie prowadzona rozmowa staje się okazją dla scharakteryzowania specyfiki nauczania oraz praktyki medytacyjnej i praktyki międzyreligijnego dialogu, które ukształtowały się dzięki o. Berezie w Ośrodku Medytacji Chrześcijańskiej w Lubiniu. Wydaje się, że ponad 25-letnie nauczanie i praktyka Lubińskiej Wspólnoty Medytacyjnej doszła do pewnego ważnego punktu zwrotnego, dojrzała do pewnej syntezy, uwyraźnienia, bardziej całościowego sformułowania. Syntezy są potrzebne, by można spojrzeć z lotu ptaka, rozwinąć, pogłębić, ubogacić, przekazywać dalej, ale przede wszystkim budować tożsamość miejsca i wspólnoty. Moim zdaniem książka jest udanym kompendium nauki i praktyki przekazywanej w Lubiniu ujętym w trafnie dobranej formie. W oryginalnie polskojęzycznej literaturze stanowi ważny punkt orientacyjny dla adeptów medytacji chrześcijańskiej uprawianej w kontekście dialogu międzyreligijnego, jak również punkt wyjścia do dalszych poszukiwań i rozwinięć dla dłużej praktykujących. Dlatego książka nie jest studium zamkniętego rozdziału historii. Historia ta domaga się kontynuacji. Zresztą za układem książki, pytaniami i doborem tekstów kryje się żywe i wciąż ponawiane doświadczenie modlitwy medytacyjnej oraz spotkań międzyreligijnych, głównie z przedstawicielami tradycji buddyjskich, regularnie podejmowane przez rozmówców o. Berezy.