Ludzka twarz nieludzkości

Ludzka twarz nieludzkości


 

Zaatakowała mnie dziś na "warszawskiej patelni" przed stacją metro Pani z propozycją podpisania aktu uwielbienia dla Ustawy o obronie praw kobiet.

Chwila namiętnej dyskusji obnażyła prawdę o Pani motywach i o tej ustawie.

Dowiedziałam się, że każdy ma prawo do zabronienia narodzeniu się dziecka, które i tak ma umrzeć.
Zapytałam: skoro ma umrzeć, dlaczego chce Pani je zabić przed narodzeniem?

Pani nie poddając się, zapytała czy jestem wierząca.

A ja nie poddając się, odpowiedziałam pytaniem: dlaczego Pani uważa, że to ma znaczenie w tej dyskusji? Czy niewierzący ma prawo do aborcji bo nie wierzy w Boga?

Pani znów zmieniła temat twierdząc, że za bardzo się różnimy i musi mi wyjaśnić, że nie każdy człowiek nienarodzony może być człowiekiem.
Zapytała: skąd wiem, że to co się narodzi będzie człowiekiem. Odwołałam się do podstaw wiedzy biologicznej z zakresu szkoły podstawowej.
Pani mi zaczęła wrzeszczeć, że nie znam się na ewolucji i nie wiem skąd pochodzi człowiek.

Ok. - pomyślałam. Wzięłam głębszy oddech dla uspokojenia, bo zanosiło się na dyskusję edukacyjną.

I zapytałam: czy może Pani sama stworzyć życie?

Wysłuchałam dość zawiłej odpowiedzi - teorii na temat istnienia bądź nieistnienia Boga. Dodała też mętne tłumaczenie, że nie podjęła nigdy takiej decyzji, bo nie każdy musi być matką i ....

- Nie o to pytam, proszę Pani. Czy może Pani stworzyć życie? Stworzyć człowieka?

Pani rzekła - niechętnie - że nie.

- A czy ma Pani w związku z tym prawo zabić człowieka?

- No nie mogę - powiedziała Pani. - Nie mam prawa.

- A widzi Pani. A ta ustawa daje możliwość zabicia człowieka.

No i wtedy nie wytrzymała. Wykrzyczała jednym niemal tchem formułę na temat opresyjnego systemu opieki zdrowotnej, która odmawia kobietom badań, skazując je na brak poczucia wolności itp. itd. etc. nie umiem tego powtórzyć. Pani zgubiła się w połowie wypowiedzi, kiedy oświaczyłam, że kilka razy byłam w ciąży i nikt mi nigdy badań nie odmówił. Że znam różne trudne historie bardzo dramatycznych okoliczności okołociążowych, których bohaterowie - rodzice i dziecko mimo wszystko pozostali do końca razem.


Ale się na szczęście dołączyła do dyskusji inna Pani i mogłam się oddalić. Tłumacząc, że niestety nie mam czasu na dalszą rozmowę. Bo śpieszę się do domu. 

Boże miej nas w opiece.

Miej w opiece ludzi, którzy operują tego rodzaju skrótami myślowymi, brakiem podstawowej wiedzy na temat biologii dla uzasadnienia uchwalenia ustawy łamiącej podstawowe prawo cżłowieka - do życia. Miej w opiece nas - którzy chcą żyć w świecie, w którym życie i człowieczeństwo realizowane w duchu najwyższych wartości nadal jest istotne i ważne. Miej w opiece kobiety, które przeżywają trudne macierzyństwo już na samym początku istnienia potomka. Daj odwagę ojcom tych dzieci, aby trwali w obronie życia. Odwagę ludziom, którzy żyją w najbliższym otoczeniu kobiet w ciąży zagrożonej decyzją o aborcji. Daj nam wszystkim odwagę, mądrość, rozeznanie, jak postąpić, kogo poprosić o pomoc.

-

***

Od lat obserwuję tę dyskusję. Uczestniczę w niej nie używając argumentów z najwyższej półki. Tylko tych podstawowych. To wystarczy, aby zupenie niechcąco obalić przeciwnika w dyskusji na łopatki i patrzeć z zażenowaniem jak się gubią w swoich własnych nie do końca skrystalizowanych i przemyślanych poglądach. Szkoda mi ludzi. Szkoda potencjału. Bo za tymi zmanipulowanymi ludźmi zamarzających serc i za kobietami z transparentem: mamy prawo do wolności, stoją potężni gracze, ludzie biznesu, wielkie firmy, koncerny i organizacje.

Zauważyłam, że wystarczy nazwać aborcję zabiciem człowieka, aby spowodować wybuch złości zwolenników "tego typu rozwiązań w sytuacjach trudnych i dramatycznych".

Jaki świat tworzymy, zgadzając się na to? Jaki świat pozostawimy za sobą, nie mając odwagi obronić życia w jego najgłębszej tajemnicy?

Jakie będą nasze polskie rodziny, kiedy już w chwili zawierania przymierza małżeńskiego prawo mówi o możliwości zabicia dziecka w łonie matki, tam gdzie powinno być najbardziej bezpieczne? Jak można tworzyć zdrowe społeczne relacje w obliczu politycznych rozgrywek wokół tej ustawy.

O jakich prawach kobiet ludzie chcą decydować w takim prawodawstwie? Wolność pozwala zdecydować o zabicu człowieka w obliczu prawa? Czy to jest wolność?

Dlaczego nie przenosi się akcentów w tej dyskusji i w ramach rozwiązań prawnych w stronę życia? W stronę sfinansowania opieki nad kobietami w trudnej sytuacji, pomocy psychologicznej, wsparcia w szpitalach, hospicjach, placówkach, które mogą pomóc w przetrwaniu sytuacji w sposób godny miana człowieka?

Dlaczego nie promuje się historii matek mężnych i szalonych? Osiągnięć Bractwa Małych Stópek? Stowarzyszenia Obrońców Życia? I innych organizacji, które od lat i z powodzeniem wspierają kobiety w ramach ich prawa do bezpiecznego i godnego przeżycia trudnego okresu ciąży niechcianej, zagrożonej, trudnej, z góry skazanej na najgorszy dla rodziców i dla dziecka koniec... Dlaczego piętnuje się matki, które chcą urodzić dzieci niepełnosprawne, czy te które mają wady rozwojowe doprowadzające do śmierci tuż po urodzeniu?

Dlaczego tak niewielu dziennikarzy opisuje takie bohaterstwo?

I czy nie mam prawa mówić, w ramach tej dyskusji, że to właśnie Bóg, wiara w Jego mądrość, miłosierdzie, w to, że prowadzi ludzi, są dla mnie oparciem w sytuacjach, kiedy dzieją się trudne, niezrozumiałe, zbyt obciążające sprawy? Bo od razu robię się nieprofesjonalnym dyskutantem, z którym nie ma co rozmawiać?

Wiara dodaje sił. Ale jeśli ktoś nie ma wiary, to trzeba pomóc. Wesprzeć, dodać otuchy, podzielić się nadzieją, dobrocią, zrozumieniem.

Nie katować nikogo wyrzutami: a bo urodziłaś, a bo nie urodziłaś.  Nawet jeśli złudne prawo kobiety do wolnego wyboru w tej kwestii poprowadzi ją do najgorszego wyboru - zabicia dziecka- mamy obowiązek ją wesprzeć, pomóc wycofać się z błędów decyzji o braku wiary w życie. Pokazać inne rozwiązania, stanąć w obronie. W imię wolności i życia właśnie.

Bądźmy za życiem. Zawsze.

Inaczej ten świat upadnie. Jeszcze niżej.

 

 

 

 

Zgłoś post do moderacji