Ksenofobia czy ojkofobia?

Ksenofobia czy ojkofobia?


Można tu i ówdzie usłyszeć, że musimy walczyć z ksenofobią, czyli ze strachem przed obcymi (gr. ksenós – obcy, gr. phóbos – lęk). Problem w tym, że ksenofobią nazywa się – w imię ideologii nowej lewicy – oczywiste, zdrowe odruchy normalnych ludzi. Na przykład opór przed przyjmowaniem tysięcy młodych muzułmanów z Bliskiego i Dalekiego Wschodu oraz z Afryki nie jest żadną ksenofobią, ale rozsądną reakcją tych, którzy chcą dobra wspólnoty, w której żyją i którą współtworzą. Jeśli ktoś nie chce gett ludzi, którzy pogardzają kulturą i religią kraju, w którym się znaleźli, a jednocześnie wysuwają roszczenia socjalne, a z czasem także polityczne, to nie jest to żaden chory strach, ale roztropność i odpowiedzialność za własny dom.

Pewno można odnotować w Polsce jakieś jednostkowe zachowania ksenofobiczne, ale generalnie ksenofobia nie jest żadnym problemem polskiego społeczeństwa. Poważnym problemem zaczyna być natomiast coś innego, a mianowicie ojkofobia (gr. oíkos – dom, środowisko), czyli niechęć, odraza do własnej wspólnoty rodzinnej, narodowej, religijnej, cywilizacyjnej. Ojkofobia wydaje się być modna w kręgach tzw. salonu, elit III RP. Można odnieść wrażenie, że różnej maści celebryci wręcz prześcigają się w tym, kto obficiej charknie na polski Kościół, na polskie społeczeństwo, które wybrało PiS do władzy itd. Andrzej Chyra (członek komitetu poparcia dla Bronisława Komorowskiego) był łaskaw niedawno wypowiedzieć się w następujący sposób: „Zwłaszcza dzisiaj, w tak definiowanej polskości jak proponują nam to różni... ja od jakiegoś czasu myślę, że jestem z Polski. Ja nawet nie mówię, że jestem Polakiem, bo mnie to w ogóle nie interesuje. To nie jest dla mnie takie definiowanie, czy nazywanie siebie... W takim zestawie bycia Polakiem ja się nie mieszczę”  – stwierdził Chyra  w rozmowie z Onetem. 

W ten sposób dołączył do wielu innych ojkofobicznych wypowiedzi. M.in. do Jerzego Stuhra, też aktora, który dokonał takiej oto oceny polskiego katolicyzmu: „Płytki katolicyzm. Taki na niedzielę. Po wyjściu z kościoła od razu możesz iść pod budkę z piwem. W latach 80., gdy zacząłem na dłużej wyjeżdżać za granicę, dostrzegłem że tam msza jest inna niż nasza, inne kazania. Ksiądz tłumaczy ewangelię, a nie tylko czyta wytyczne biskupów”. No cóż! Arogant, który obraża praktykujących katolików, a ponadto ignorant, który o polskim Kościele wie tyle, co wyczyta w „Wyborczej” albo u red. Lisa. Nie ustępuje mu jego syn, Maciej Stuhr, który ubolewa: „My Polacy nie mówimy o sobie źle. Jest Skrzetuski, Wołodyjowski, Powstanie Warszawskie. Przywiązywaliśmy dzieci pod Cedynią jako tarcze i to jest super”. W swym ojkofobicznym zacietrzewieniu Stuhr junior pomylił wszystko: Nie pod Cedynią, ale pod Głogowem, nie jako tarcze, tylko do maszyn oblężniczych, a przede wszystkim nie Polacy, tylko Niemcy Polaków”.

Tego rodzaju wypowiedzi, padających z ust ludzi publicznie znanych, można znaleźć mnóstwo. Co więcej, ci ludzie znajdują niemałe poparcie, a przecież to, co powinny znaleźć, to wymierzony im siarczysty policzek. Ich gadki nie mają nic wspólnego ze zdrowym, merytorycznym krytycyzmem wobec własnej wspólnoty. Dlatego uważam, że ojkofobia jest faktem społecznym, który dotknął elity III RP, w tym w jakiś szczególny sposób tzw. twórców. Ojkofobi ględzą, że wstydzą się Polski, bo tu zaścianek, bo nie ma małżeństw homo, aborcja mocno ograniczona, w szkołach religia katolicka zamiast instruktorzy gender, którzy przy pomocy banana i prezerwatywy nauczyliby nasze dzieci, jak żyć; no i jesteśmy zamknięci na muzułmanów, a przecież mogliby nas tak bardzo ubogacić (czytaj: służyliby jako pretekst do rugowania chrześcijaństwa z przestrzeni publicznej).

Ojkofobia jest bliska postawie, którą określa się słowem „renegat”. Bogusław Wolniewicz i Zbigniew Musiał w książce „Ksenofobia i wspólnota” piszą: W naszym rozumieniu osobnik staje się wobec swej wspólnoty renegatem […] wtedy, gdy odpłynąwszy duchowo od niej, zwraca się teraz przeciwko niej”. Czyż nie jest to postawa tych, którzy dzisiaj w Brukseli lub w wywiadach dla niemieckich mediów dziękują panu Timmermansowi, że troszczy się o zagrożoną demokrację w Polsce, i proszą, by nałożono na Polskę sankcje? Tak! Nie ksenofobia jest problemem nad Wisłą, ale ojkofobia.

(tekst opublikowany w tygodniku "Idziemy")

Zgłoś post do moderacji