Bełkotliwe słowo "hejt"

Bełkotliwe słowo "hejt"


Raptem wszyscy deklarują gotowość do walki z hejtem i fake newsami. Ja nie deklaruję. Bo w ogóle mi się nie podobają te nowe, modne pojęcia. Tak jak nie podoba mi się pojęcie „homofobii”. Mam coraz bardziej nieodparte wrażenie, że tego rodzaju słowa służą manipulowaniu, a nie poprawie poziomu społecznych dyskusji. Powiesz, że jesteś przeciwko tzw. małżeństwom homoseksualnym i podasz kilka argumentów, to druga strona nie wejdzie z tobą w merytoryczną dyskusję, tylko nazwą cię „homofobem” i będą uważali sprawę za załatwioną. Analogicznie jest z hejtem. Pamiętam, że kiedy na twitterze zakpiłem sobie z pewnego polskiego dziennikarza w Rzymie, który moim zdaniem i zdaniem wielu internautów skompromitował się pewnym wyczynem, to ów dziennikarz odpowiedział mi „zgorszeniem”, że i ksiądz przyłącza się do hejtu przeciwko niemu. Gdy tymczasem problemem nie był żaden hejt, tylko to, co zrobił ów dziennikarz. Słowo „hejt” pozwala właśnie na błaźnienie się, a potem ucinanie sporu i robienie z siebie ofiary.

Mamy tyle słów, które pozwalają nam na ocenę formy i treści wypowiedzi, w tym wpisów internetowych: prawda, kłamstwo, oszczerstwo, drwina, satyra, krytyka, poparcie, celność, elegancja, chamstwo, agresja itd. Jeśli jakaś opinia np. na facebooku nie podoba mi się, to mogę precyzyjnie wskazać, dlaczego mi się nie podoba. Nie jest natomiast uczciwe, jeśli każdą, także celną, krytykę, zbywam, bo tak mi wygodnie, słowem „hejt”. Jeśli zarzucam komuś kłamstwo, to muszę to jakoś w sposób weryfikowalny wykazać, a jak zarzucam hejt, to jestem zwolniony z potrzeby uzasadniania tej opinii. Używajmy zatem różnych polskich słów, a nie łykajmy słowa „hejt”, bo jest akurat modne. W rzeczywistości jest to pojęcie dość bełkotliwe, czyli wysoce nieprecyzyjne.

„Hate” po angielsku znaczy „nienawidzić”, „nienawiść”. Używając tego słowa sugerujemy, że ten, którego wypowiedź nam się nie podoba, nienawidzi, że mówi, to, co mówi, z nienawiści. I jest to najczęściej nadużycie, bo nawet chamska wypowiedź nie daje nam prawa do zarzucania jej autorowi nienawiści. Jakiś polityk nakradł, albo umożliwił złodziejstwo, nakłamał, a kiedy spotyka go fala słusznej krytyki, to jeszcze próbuje moralizować oskarżając innych o polityczny hejt. Zorganizują środowiska LGBTQ manifestację, a na której panowie chodzą w stringach, z piórami w pupie, a kiedy ktoś to wyśmieje, co w tym przypadku jest jak najbardziej normalną reakcją, to spotka się z oskarżeniem, że nienawidzi innych ludzi i w ogóle inności. W ten sposób można by łatwo dojść do oskarżenia Pawła Apostoła o hejt, czyli o nienawiść, bo przecież pisał o „bezwstydzie” i „zboczeniu” w odniesieniu do aktów homoseksualnych (zob. Rz 1,27). Zapewne także Jan Chrzciciel, który wołał „plemię żmijowe” (Łk 3,7) i groził, iż „już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona” (Łk 3,9), spotkałby się dzisiaj z zarzutem, że hejtuje.

Wielu załamuje ręce nad hejtem w internecie. Mnie jednak bardziej niepokoją media, które kreują się na poważne, a posługują się manipulacją, przemilczaniem, wyprowadzaniem na manowce itp. Mniej oburza mnie jakiś nerwowy internauta, który skryty za pseudonimem nawrzuca komuś od idiotów, niż wielka telewizja, która nie zająknie się nawet o ważnych przesłuchaniach przed Komisją ds. Amber Gold, które odbyły się tego dnia, ale za to przypomina nawałnice sprzed miesiąca… Chamstwo w internecie jest oczywiście problemem, ale mnie bardziej niepokoi chamstwo w białych rękawiczkach i z drwiącym uśmieszkiem na ustach.

Pojawia się tutaj jeszcze problem innej natury. Jaki jest sens w zaśmiecaniu języka polskiego angielskimi słowami i wyrażeniami. Po co mówić „fake news”? Nie lepiej mówić o kłamstwach, oszczerstwach? Albo o braku kultury lub o brutalności wypowiedzi, co wcale nie musi oznaczać fałszywych informacji? Zdarzyło mi się kiedyś w barze na Dworcu Centralnym w Warszawie, że zapytałem, z czym są kanapki. Pani na poważnie stwierdziła, że są tylko „sandwicze”, i do końca naszej konwersacji używała tego słowa. Ja natomiast obstawałem przy kanapkach. Tak samo obstaję przy słowie „kłamstwo”, jeśli coś jest kłamstwem. Kościół powinien mówić swoim, zakorzenionym w Biblii i Tradycji, językiem, a nie dawać się wyprowadzać w pole, czyli w walkę z homofobią, nietolerancją, hejtowaniem itp.

(tekst ukazał się w tygodniku "Idziemy")

Zgłoś post do moderacji